Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasiński. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 sierpnia 2016

Inowrocław

Dnia 7 sierpnia, w rocznicę 75 urodzin Jerzego Wróblewskiego - jednego z najwybitniejszych twórców polskiego komiksu, autora niezapomnianej serii komiksowej „Kapitan Żbik” oraz autora nasyconego niebanalnym humorem „Binio Billa”, zapraszamy na spotkanie autorskie poświęcone biografii artysty – „Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych”. Autorem pracy o życiu i twórczości urodzonego w Inowrocławiu rysownika jest Maciej Jasiński, bydgoski twórca scenariuszy komiksowych. Książka zawiera materiały pochodzące ze zbiorów rodzinnych, listy, szkice i rysunki mistrza nigdzie do tej pory nie publikowane. Warto wspomnieć, że 26 maja 2011 r. inowrocławscy radni podjęli uchwałę w sprawie nadania jednej z ulic miasta imienia Jerzego Wróblewskiego.

 Na to wyjątkowe spotkanie zapraszamy 7 sierpnia, o godz. 16:00 do kawiarni „Róże Fiołki i Aniołki” (sala różana), ul. Królowej Jadwigi 25, Inowrocław. Wstęp wolny. Spotkanie poprowadzi inowrocławski artysta rysownik Jarosław Wojtasiński.

piątek, 20 maja 2016

Wyborcza - Wróblewski - Jasiński


Rozmowa z Maciejem Jasińskim na łamach bydgoskiego dodatku „Gazety Wyborczej”.

wtorek, 10 maja 2016

Już jest!



Przeczytałem i obejrzałem niemal jednym tchem. Dobra i ważna robota Macieja Jasińskiego. Polecam!

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Binio Bill i Gwiazdy – Ziomale, czyli odcinek bydgoski


Kontekst dzisiejszej galerii trybutowych portretów Binio Billa zawiera się w tytule wpisu. Wszyscy autorzy, których prace pokazujemy poniżej są bydgoszczanami a ich wariacje na temat Binia znalazły się w broszurce „Binio Bill... I Gwiazdy”.

Ilustracja - Łukasz Ciaciuch
Łukasz Ciaciuch jest specem od rysunków reklamowych i animacji. Od zawsze jednak także miłośnik komiksu. Tworzył jednak głównie humorystyczne paski. Na dłuższe komiksy dał się dopiero namówić Maciejowi Jasińskiemu, do którego scenariuszy zrobił cykl o Żbiku („Warto wstąpić” dla kujawsko-pomorskiej policji), cykl o Kazimierzu Wielkim („Przygody Króla Kazimierza” dla jednej z bydgoskich uczelni) czy komiks „Pociąg do wolności” zamieszczony w antologii „11/11=niepodległość”. Łukasz to także laureat konkursu na kontynuację przygód Kajka i Kokosza (scenariusz Maciej Jasiński) oraz autor jednego z komiksów z cyklu „Polscy Olimpijczycy” – tego o Szurkowskim. Od dłuższego czasu zapowiada tajemniczy album. Czekamy.
Ilustracja - Andrzej Janicki
Andrzej Janicki w swojej ilustracji postanowił odejść od cartoonowego wizerunku, Binia, aby umieścić go na okładce magazynu, stylizowanego na jedno z wielu, bardzo starych, pulpowych pisemek amerykańskich. Wydaje się, że Binio w wersji bardziej realistycznej wypada przekonująco i mógłby z powodzeniem występować obok całej rzeszy westernowych herosów takich jak: Wyatt Earp, Pecos Bill, Buffalo Bill, Tom Mix, Masked Rider, Billy the Kid, Nevada Jim, czy El Diablo... Królujących swego czasu za oceanem na łamach komiksów i magazynów z literaturą popularną.
Ilustracja - Szymon Kaźmierczak
Szymon Kaźmierczak powiada o sobie tak: „Komiksy rysuję zazwyczaj z myślą o konkretnym konkursie, chociaż od dłuższego czasu nie daje mi spokoju myśl o dłuższym projekcie, którego wizja coraz wyraźniej krystalizuje się w mojej głowie. Do wzięcia udziału w akcji rysowania Binio Billa podszedłem ze sporym entuzjazmem. Cieszę się, że mogłem w ten sposób uczcić postać rudowłosego kowboja i jego Autora. Moje starsze prace można obejrzeć na digarcie, nowsze będę wklejać na nowo powstałym blogu.
PS. Mam nadzieję, że moja siostrzenica, pytająca się, dlaczego narysowany przeze mnie kowboj ma taką dziwną głowę, jest osamotniona w skojarzeniu obfitej grzywy Binia z wodogłowiem, bądź zespołem Prometeusza.”
Ilustracja - Jacek Przybylski
 Jacek Przybylski - Nauka w bydgoskim liceum plastycznym mogła go skutecznie zniechęcić do rysowania komiksów, ale na szczęście wpadał na piwo do Andrzeja Janickiego i Jacka Michalskiego, co podbudowało jego morale. Do tego stopnia, że wraz z kolegami założył pismo „Kontra”. Ubiegły rok miał wyjątkowo pracowity. Najpierw komiks o siostrze Faustynie, a później – chyba najlepszy w jego dorobku – album o obronie poczty gdańskiej „Pierwsi w boju”.
Ilustracja - Krzysztof Trystuła
Krzysztof Trystuła – Przez lata w zaciszu domowym rysował, rysował i rysował. Rysował też komiksy na zlecenie z Francji, ale projekt został zawieszony. I tu znowu ręka/ głos/ dar przekonywania Macieja Jasińskiego dał znać o sobie. Namówił Krzysztofa na jednoplanszówkę w stylu „Bajek dla dorosłych” Christy. Wyszło znakomicie, a komiks ukazał się w antologii wydanej na MFKiG 2010. Największy komiksowy splendor spłynął na Krzysztofa, gdy wygrał w listopadzie ubiegłego roku konkurs na komiks o Heweliuszu (ze scenariuszem nie wiem, kiedy znajdującego czas na pisanie i wymyślanie Macieja Jasińskiego). Album ukaże się w tym roku na BFK.
Ilustracja - Janusz Wyrzykowski
Janusz Wyrzykowski – młodszy z dwóch braci, których geny/ los/ Bóg obdarzyli talentem komiksowym. Już pierwsze prace Janusza zdradzały jego rodzący się charakterystyczny styl (np. komiks w antologii „Człowiek w Probówce”). Wspierał bydgoską gwardię w projekcie komiksu o Solidarności, oraz stworzył znakomitą opowieść w antologii „11/11=Niepodległość”. Komiks „Pewnego razu przy ul. Długiej” (scenariusz, jakże by inaczej, Maciej Jasiński) był zgodnie uznawany za najlepszą pracę z tego zbioru. Wielki talent Janusz potwierdził także rysując bardzo dynamiczny pierwszy tom „Pierwszej brygady” – jednej z niewielu polskich steampunkowych historii komiksowych.

Bardzo dziękujemy!

piątek, 11 marca 2011

BSzK 2011 - Focus Mall


Dziś w największym w Bydgoszczy centrum handlowym otwarto wystawę plansz komiksowych. Jest to przedsmak tego, co będzie się działo już za tydzień podczas Bydgoskiej Soboty z Komiksem oraz reklama imprezy wśród tysięcy bydgoszczan, którzy codziennie odwiedzają centrum handlowe Focus Mall. Wystawę można obejrzeć na zdjęciach zrobionych przez Macieja Jasińskiego. Informacje na ten można znaleźć także w dzisiejszym, bydgoskim wydaniu „Gazety Wyborczej”.


poniedziałek, 15 listopada 2010

Radosny poniedziałek


Czy ktoś tu jeszcze zagląda? Tak, dzięki licznikowi wejść i statystykom wiemy, że zaglądacie. Na szczęście nie słyszymy waszego psioczenia, że nic się na blogu nie dzieje. Tymczasem jest przecież, o czym pisać, bo nasze bydgoskie komiksowo wcale nie ułożyło się do zimowego snu.

NASI ZNÓW WYGRALI!!!

To nie kolejny sukces WKS Zawisza Bydgoszcz czy polskiej reprezentacji piłki nożnej, ale któryś już w tym roku konkurs, w którym bydgoska ekipa zbiera laury. Tym razem w konkursie na komiks o Heweliuszu główną nagrodę otrzymali Krzysztof Trystuła i Maciej Jasiński. Macieja każdy zna, więc nie warto wrzucać kolejnej jego fotki, ale Krzysztof to nowy człowiek w bydgoskiej komiksowej ekipie. Na zdjęciu to on na tle swoich komiksowych plansz podczas tegorocznej Bydgoskiej Soboty z Komiksem.


Gratulujemy i za zgodą organizatorów konkursu wrzucamy jedną z plansz nagrodzonego komiksu.


I jeszcze oficjalna informacja od organizatorów konkursu:

Zwycięzcami Konkursu na komiks o Janie Heweliuszu, ogłoszonego przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Gdańsku z okazji Roku Jana Heweliusza 2011, są Krzysztof Trystuła (rysunek) oraz Maciej Jasiński (scenariusz) z Bydgoszczy, autorzy komiksu „Uczeń Heweliusza”. Zwycięzcy otrzymają nagrodę finansową w wysokości 10 000 zł. Nagrodzona praca zostanie wydana w formie albumu komiksowego i zaprezentowana w czasie Bałtyckiego Festiwalu Komiksu GDAK w czerwcu 2011 r.

W roku 2011 obchodzić będziemy Rok Jana Heweliusza przypadający w 400 rocznicę urodzin wielkiego gdańskiego astronoma. Z tej okazji Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gdańsku ogłosiła konkurs na komiks propagujący życie i osiągnięcia tej wybitnej postaci. Konkurs spotkał się z dużym zainteresowaniem, a zgłoszenia zostały nadesłane z różnych zakątków Polski, a nawet Europy, gdyż jedna z prac dotarła do nas aż z Mediolanu.

Jury konkursu w składzie: Bogdan Ruksztełło-Kowalewski (przewodniczący), Wojciech Birek, Grzegorz Janusz, Jacek Frąś, Tomasz Kołodziejczak, Marta Szadowiak, Monika Mikołajczyk oraz Natalia Gromow (sekretarz), po długich i burzliwych obradach dokonało wyboru zwycięskiej pracy konkursowej w drodze głosowania. „Uczeń Heweliusza” Krzysztofa Trystuły i Macieja Jasińskiego został doceniony przez znawców sztuki komiksowej, ze względu na oryginalny scenariusz, efektowne postaci i odważne podejście do życiorysu gdańskiego astronoma. Poziom nadesłanych prac był bardzo wysoki, więc jury zdecydowało się przyznać honorowe wyróżnienia Jakubowi Martewiczowi z Przygodzic za „Komiks o Janie Heweliuszu” oraz Bartłomiejowi Glazy z Wejherowa za pracę pod tytułem „Catalogus Stellarum Fixarum czyli Księgi Gwiazd”.


A teraz... Orkiestra tusz, po raz drugi!

Otwieramy blogową galerię „Binio Bill i Gwiazdy”.

Pomysł narodził się w marcu podczas Bydgoskiej Soboty z Komiksem. Siedzieliśmy przy piwku i rozmawialiśmy o komiksach Jerzego Wróblewskiego. Kilka osób (pod wodzą Asu i KRL`a) spontanicznie zaproponowało, że fajnie byłoby pomyśleć o trybutowych komiksach i ilustracjach związanych z twórczością najsłynniejszego bydgoskiego twórcy. Pomysł - jak to pomysł - musiał chwilę odczekać, aby nabrać realnych kształtów.

W międzyczasie nagabywaliśmy wielu kolegów rysowników, aby wzięli na warsztat Binia i coś sympatycznego narysowali i wreszcie stało się!


Jako pierwszy za ołówek chwycił Krzysztof "Kris" Różański, który zaprezentował na swoim blogu Binia, że HEJ! Przecinając w ten sposób uroczyście wstęgę do galerii. Bardzo dziękujemy Krisowi i zapraszamy innych znakomitych twórców (zwłaszcza tych, którzy już coś nam obiecali) do przesyłania swoich prac.
Binio Bill - Vivir para siempre!

sobota, 25 września 2010

„Wróblewski nieznany” – czyli co nas czeka w Łodzi



Na tegoroczny MFKiG przygotowaliśmy dwie niespodzianki dla fanów Jerzego Wróblewskiego. Pierwszą z nich jest ekskluzywne portfolio Jerzego Wróblewskiego w skład, którego wejdą tak unikatowe pozycje jak:

- Próbna plansza komiksu „Kapitan Kloss” (tak, to nie pomyłka!) wykonana na zlecenie Wydawnictwa Sport i Turystyka na początku 1972 roku.
- Próbna plansza komiksu "Lądowanie w Andach" - wykonana na konkurs ogłoszony przez wydawnictwo Krajowa Agencja Wydawnicza.
- Pierwsza wersja planszy z komiksu „Granatowa Cortina” strona 27 - rekonstrukcja zniszczonej planszy.
- Prawdopodobnie próbna plansza adaptacji parakomiksu „Długie łodzie Wikingów”.
- Próbna plansza komiksu „Sheriff's Daughter”.
- Próbna plansza z komiksu „The Return of Speedy Missile”.
- Reprint kartki pocztowej z Majorem Żbikiem z 1978 roku.

Zestaw uzupełnia 7 kartek pocztowych (m.in. żart przygotowany na potrzeby amerykańskiego wydania Playboy'a, oraz 6 zakładek min. z rysunkami zapowiadającymi opowieści drukowane w „Dzienniku Wieczornym” czy Kapitanem Żbikiem). Całość umieszczona w eleganckiej teczce zaprojektowanej przez Andrzeja Janickiego

Portfolio ze względu na jego unikatowy charakter - będzie przygotowane w zaledwie kilkudziesięciu ręcznie numerowanych egzemplarzach, co więcej nabywcom możemy zagwarantować, że większość z prac dostępnych w wydawnictwie nie będzie później reprodukowana w żadnej innej formie. Cena tego ekskluzywnego zestawu wynosi 50 pln. Pozycja będzie dostępna podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi (zaprzyjaźnione stoisko Zin Zin Press), być może kilka sztuk zostanie przeznaczonych do sprzedaży internetowej.

Można już teraz zarezerwować portfolio i konkretne numery egzemplarza (od 1 do 50) pod adresem mailowym: bbteam@onet.pl


Druga niespodzianka to spotkanie „Wróblewski nieznany”, które w niedzielę 3 października podczas MFKiG poprowadzi Maciej Jasiński. Kto przyjdzie na spotkanie będzie mógł zobaczyć pokazywany z rzutnika fragment niezwykle ciekawego i nieznanego dorobku Wróblewskiego.

- Kolekcja autoportretów.
- Zbiór karykatur (w tym mistrzowski duet Gołas – Pieczka).
- Obrazy.
- Projekty przemysłowe (wykonane dla PRL - owskich potęg handlowych).
- Niepublikowane rysunki.
- Szkicowniki, czyli np. jak wyglądał pierwszy koncept Binio Billa?
- Rysunki wykonane ołówkiem i węgielkiem.
- Oraz ciekawostki komiksowe: szkice do komiksu „Benek i Zenek”, odrzuconą przez wydawnictwo okładkę komiksu „Tajemnice wyspy wielkanocnej” czy zrekonstruowane plansze „Tajemnicy głębin” przedstawiające jak wyglądał ten komiks zanim został skrócony i pocięty w wydawnictwie.
Całość uzupełnią ciekawostki, które będzie opowiadał Maciej. Początek spotkania o godzinie 13 w sali 221 (ŁDK).


Zapraszamy także na kolejne spotkania prowadzone przez „naszych ludzi”:

- W sobotę o 11:15 Łukasz Chmielewski zapyta Tadeusza Baranowskiego o jego najnowszy album.
- O 14:00 w sobotę Maciej Jasiński będzie dochodził popularności komiksu historycznego (wśród gości ma być bydgoszczanin Jacek Przybylski).
- W niedzielę o 11:00 Maciej Jasiński zapyta Łukasza Chmielewskiego i Piotra Białczaka o kulisy powstawania drugiej części „Dogmatu”.
- Również w niedzielę o 13:15 Łukasz Chmielewski porozmawia z Grzegorzem Rosińskim między innymi na temat Thorgala.
- Jacek Przybylski  i inni autorzy komiksów historycznych poprowadzą warsztaty rysunkowe w sobotę od 15:30 do 17:00. Tam również będzie można otrzymać autografy.
Do zobaczenia w Łodzi!

sobota, 28 sierpnia 2010

Pierwsi w boju


    1 września 2010 r. o godzinie 11. 30 w historycznym budynku urzędu Gdańsk 1, w którym aktualnie mieści się Muzeum Poczty Polskiej – oddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska będzie miała miejsce uroczysta premiera albumu „Pierwsi w boju - Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku”.

    Najnowsza publikacja wydawnictwa Zin Zin Press to 32 - planszowa opowieść o dramatycznych wydarzeniach, które zapoczątkowały II wojnę światową w Wolnym Mieście Gdańsku. Komiks uzupełniają materiały historyczne (teksty i zdjęcia archiwalne) przygotowane we współpracy z Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku. Album został wydrukowany w nakładzie 4 tys. egzemplarzy i będzie dostępny w sprzedaży od 30 sierpnia.

    Autorem scenariusza i pomysłodawcą serii „Kroniki epizodów wojennych” w ramach, której ukazuje się ten komiks jest historyk Mariusz Wójtowicz - Podhorski. Twórcami warstwy plastycznej komiksu są (jakże by inaczej) bydgoszczanie. Krzysztof Wyrzykowski zaprojektował okładkę a Jacek Przybylski cały komiks narysował. Zin Zin Press zafundował nam znakomitą okazję do przeprowadzenia wywiadu z Jackiem Przybylskim, co skrzętnie wykorzystał Maciej Jasiński. Zapraszamy!


Maciej Jasiński: „Pierwsi w boju” to Twój pierwszy album, który narysowałeś w całości. Jakie to uczucie trzymać w ręku własne dzieło?
    Jacek Przybylski: Zgadza się, to mój pierwszy album, chociaż już mam za sobą dłuższe historie takie jak np. „Apacz - Ostry Nóż”, który ukazał się w „Kontrze” (numer 5). Album „Pierwsi w boju - Obrona Poczty Polskiej” to trochę inna sprawa, był wielkim wyzwaniem. Komiks jest kontynuacją cyklu „Kroniki epizodów wojennych” i miał się trzymać stylistyki jak najbardziej realistycznej, realiów historycznych z tamtego okresu. Miał oddawać czasy i klimat przedwojennego Wolnego Miasta Gdańsk. Wiedziałem, że czeka mnie mnóstwo pracy, a zwłaszcza przy detalach związanych z militariami. Ogólny kształt komiksu oraz detal, jaki obserwujemy w kadrach i wierność ukazywania elementów historycznych zawdzięczać można scenarzyście Mariuszowi Wójtowiczowi - Podhorskiemu. Zawsze służył radą, ciągle dopingował i wspierał dobrym słowem w wytrwałym ukazywaniu szczegółów. Była to lekcja dobrego rzemiosła. Nauczyłem się przy tym, że zawsze można narysować coś lepiej. Dziś już wiem np. ile gwiazdek ma major, rozróżniam broń typu Ura od Mausera. Kiedyś to dla mnie był grzmiący kij i tyle, a pistolet to przysłowiowa klamka. Trochę czasu minęło zanim wskoczyłem na właściwy tor... Przy rysowaniu starałem się pokazać temat jak najlepiej potrafiłem, w miarę czytelnie. Napięty termin trochę to wszystko utrudniał.
    Mam nadzieję, że komiks będzie się podobał. W końcu nie rysuje się dla siebie, ale dla czytelników. Myślę, że powinni sięgnąć po ten album, ponieważ pokazuje ciężką sytuację Polaków z Poczty Polskiej w przeddzień II wojny światowej w Wolnym Mieście Gdańsk. Jakie wielkie zadanie przed nimi stało to pewnie mało, kto wie. Warto się dowiedzieć czegoś na ten temat. A jakie to uczucie trzymać w ręku własne dzieło? Jeszcze go nie miałem w ręku, ale na pewno z przyjemnością popatrzę jak wyszedł w druku. Inaczej strony wyglądają w druku, a inaczej surowe nie obrobione. Przyjdzie pewnie też myśl:, Czy ja to zrobiłem? Nie wierzę!!!

Początki Twojego rysowania komiksów to liceum plastyczne czy też zainteresowanie przejawiałeś wcześniej?
    Liceum plastyczne... Ech złote czasy młodości. Właściwie poszedłem do PLSP w Bydgoszczy dzięki komiksowi. Odkąd pamiętam, już w podstawówce zbierałem dobre opinie od nauczycieli za prace plastyczne, ale nie traktowałem tego zbyt poważnie, aż do pewnego dnia, kiedy koleżanka poprosiła mnie o narysowanie komiksu do gazetki szkolnej. No i tak się zaczęło. Narodziła się myśl o szkole plastycznej.


Bydgoskie liceum plastyczne Twojego okresu to prawdziwy wysyp komiksowych talentów: Krzysztof Wyrzykowski, Maciej Simiński, Śledziu czy Łukasz Ciaciuch - znałeś ich wszystkich z liceum i razem tworzyliście pismo Kontra. Możesz opowiedzieć o tym coś więcej?
    To fakt, dziwne zjawisko. Być może, dlatego, że kiedyś życie nie było tak zdominowane przez gry komputerowe i internet? Z Maciejem Simińskim (kolega z bloku) i Krzysztofem Wyrzykowskim chodziłem nawet do jednej klasy, dopingowaliśmy się nawzajem do pracy przy komiksach. To było dobre. Zamiast pilnie uczyć się z tej polskiej czytanki siedzieliśmy na lekcjach i gryzdaliśmy po zeszytach naszych wymyślonych bohaterów.
    Później głośno w szkole zrobiło się o Śledziu. Kiedy poznałem Śledzia można powiedzieć, że dopiero raczkował w sztuce komiksu, ale miał ich już wtedy tony. Dodatkowo okazało się, że Śledź to nasz młodszy kolega z podwórka, mieszkał blok obok. To była jakaś strefa zero czy co? Bociany wrzucały tam utalentowane dzieciaki.
    Po jakimś czasie, kiedy nieco okrzepliśmy w poglądach i rzemiośle spróbowaliśmy szczęścia w wydawaniu magazynu „Kontra” (wyszło 6 numerów). Fanzin cieszył się nawet sporą popularnością, miał stałych czytelników. Jego głównym mankamentem była mała częstotliwość ukazywania się oraz mały wkład na rozwój i druk. Niestety szybko odpadł od nas Maciej Simiński dołączając do teamu Śledzia, który wówczas stworzył z ekipą „Azbest”. Na horyzoncie pojawił się kolejny rysownik z PLSP Łukasz Ciaciuch. Szybko się zgadaliśmy i również zaczął zamieszczać swoje prace w Kontrze. Kto wie, może kiedyś reaktywujemy Kontrę? To by było coś.


A słynne spotkania młodych twórców komiksowych u Jacka Michalskiego i Andrzeja Janickiego. Jak to wyglądało?
    Oj, działo się wtedy! W pewnym momencie naszych poszukiwań i zainteresowania komiksem pojawił się magazyn „Awantura”. Ku naszemu zdumieniu pismo miało swoją siedzibę w Bydgoszczy. Skontaktowaliśmy się z redakcją i wkrótce odbyło się pierwsze spotkanie. A na nim nikt inny jak: Andrzej Janicki, Jacek Michalski, Krzysztof Różański, Roman Maciejewski, no i my młode wilki: Maciej Simiński, Krzysztof Wyrzykowski i ja.
    Tu dowiedzieliśmy się podstawowych profesjonalnych wskazówek o tworzeniu komiksu. Flaszka przypieczętowała naszą znajomość. I tak się zaczęły nasze cykliczne spotkania. Na każde przynosiliśmy swoje prace i łapczywie łapaliśmy wszelkie możliwe wskazówki. Dodać należy, że nasi starsi koledzy byli dla nas jedynym dostępnym i rzetelnym źródłem informacji na temat profesjonalnego komiksu. Wtedy nie było internetu.

Po ostatnim numerze Kontry porzuciłeś na jakiś czas tworzenie komiksów. Później w 2005 roku był epizod w albumie o Solidarności, a potem znów długo nic, dlaczego?
    To był czas szukania sobie miejsca na rynku, najpierw praca w agencji reklamowej, to także czas założenia rodziny. Sytuacja rodzinna zmusiła mnie do szukania stałego dochodu, a że z komiksu nie da się wyżyć na dzień dzisiejszy to został trochę na uboczu. Zapewne jestem zbyt mało znany jako rysownik stąd brak zleceń. W tym okresie może długie historie nie powstawały, ale tworzyłem krótkie prace na konkursy m.in. o Powstaniu Warszawskim, konkurs na komiks ekonomiczny, ilustracje dla kanału Discovery – Historia oraz pracowałem jako konceptartysta.

Ten rok przyniósł dwie publikacje Twojego autorstwa. Najpierw wysokonakładowa „Faustyna” dołączona do Małego Gościa Niedzielnego, a teraz album o obronie Poczty Polskiej. To najbardziej pracowity rok w Twojej komiksowej karierze, ale wiem, że to nie koniec komiksowych planów na ten rok...
    Jest połowa roku, a ja jeszcze tyle w swoim życiu komiksowym nie rysowałem, co teraz. Być może powstaną inne komiksy z moim udziałem, są już pewne wstępne rozmowy, ale na razie sam za dużo nie wiem na ten temat, nie chcę zapeszyć.

A w przyszłym roku, już coś planujesz?
    Plany to ja mam i to duże. Zacząłem już wstępne ilustracje do mojego komiksu autorskiego „Czarne miasto”, pokazujące postnuklearny świat, futurystyczne pojazdy latające... To będzie bardzo duże przedsięwzięcie, full kolor. W założeniu ma to być epicka opowieść o zagrożonej dynastii rasy Panów. Dopracowuję scenariusz, i nawet nie wiem, kiedy się za to zabiorę. No, ale plany są. Aha i mam także na warsztacie kilkustronicowy komiks do scenariusza Łukasza Chmielewskiego, przerwałem rysowanie z powodu prac związanych z albumem o Poczcie. Pracuję też pomału nad drugą częścią „Apacz - Ostry Nóż”. Jeśli tylko będę miał wolny czas to pewnie będę realizował te plany.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Czy Ewa w raju była naga?

    W związku z przypadającą dzisiaj dziewiętnastą rocznicą śmierci Jerzego Wróblewskiego prezentujemy kolejny fragment książki przygotowywanej przez Macieja Jasińskiego „Jerzy Wróblewski - Mistrz z Bydgoszczy”. Poprzedni zamieszczony na blogu Kolorowe Zeszyty dotyczył starań Mistrza o nawiązanie współpracy z wydawnictwem Marvel. Tym razem Maciej Jasiński opowiada o kulisach publikacji „Biblii” - jednego z ostatnich albumów, nad którymi pracował Jerzy Wróblewski.


    Trwająca od 1988 roku współpraca Wróblewskiego ze szczecińskim wydawnictwem Glob, zaowocowała powierzeniem mu zlecenia na realizację komiksowej wersji Biblii. Według pierwszych ustaleń miała to być produkcja przeznaczona na polski rynek. Warto przypomnieć, że w owym czasie ukazywało się wiele komiksów religijnych, które dobrze sprzedawały się w parafialnych sklepikach, funkcjonujących niemal w każdym kościele (owe sklepiki po niedzielnych mszach świętych były także miejscem, w którym można było nabyć niezależne wydawnictwa i publikacje, którymi nawet pod koniec lat 80-tych państwowe wydawnictwa nie były zainteresowane).

    Pomysłodawcą komiksu i autorem scenariusza komiksowej Biblii był Józef Krzyżanowski, będący w Globie kierownikiem redakcji literatury i kultury. Pod koniec 1988 roku skontaktował się telefonicznie z Wróblewskim i uzyskał wstępną zgodę rysownika na przyjęcie tego zlecenia. W dniu 26 stycznia 1989 roku Krzyżanowski przesłał Wróblewskiemu część scenariusza komiksu. W dołączonym liście Krzyżanowski napisał, iż przewiduje łącznie w pierwszym tomie „mniej więcej 350 ilustracji, co wypadałoby na stronę około 7-8”. Wspomina także o dodatkowych perspektywach, jakie rysują się w tej sprawie, zaznacza jednak, że nie jest to już sprawa na telefon.

    Owe perspektywy wiązały się z możliwością wydania całej serii komiksowej Biblii na rynkach zachodnich w Austrii i Niemczech. Wszystko to za sprawą inwestora nazwiskiem Igor Hugonow - Huzol mieszkającego w Wiedniu. Poza wprowadzeniem komiksu do dystrybucji na rynkach zachodnich, inwestor zobowiązywał się do druku komiksu także w polskiej wersji językowej. W obu wydanych tomach znajduje się informacja „Printed by Paul Gerin, Austria” i był to pierwszy komiks w języku polskim drukowany na zachodzie, który po przetransportowaniu do Polski był dopiero wprowadzany do krajowej dystrybucji.

    Ustalenia pomiędzy scenarzystą, rysownikiem, wydawnictwem i inwestorem trwały długo. Umowę na wykonanie pierwszego tomu komiksu podpisano dopiero 15 grudnia 1989 roku, a termin przekazania gotowego komiksu ustalono na 30 kwietnia 1990 roku.

    8 marca 1990 roku podpisano umowę licencyjną o przekazaniu praw autorskich, pomiędzy autorami, wydawnictwem Glob, a wiedeńskim inwestorem. Umowa obejmowała pierwsze dwa tomy komiksu. W umowie tej autorzy zobowiązywali się do „weryfikacji merytorycznej dzieła oraz uzyskania akceptacji dla niego ze strony reprezentatywnych władz kościoła”. Przekazanie licencji Igorowi Hugonow - Huzol obejmowało wszystkie wersje językowe poza polską, która pozostawała w posiadaniu wydawnictwa Glob. Określono także podział honorarium – wypłata miała nastąpić w dolarach, bowiem ta waluta były wówczas w miarę stabilna, w przeciwieństwie do złotówki, która traciła na wartości wskutek szalejącej hiperinflacji. Ostatnim ważnym punktem umowy było określenie terminów przekazania ilustracji dla wydań obcojęzycznych – pierwszy tom do 15 maja 1990 roku, drugi do 31 września 1990 roku.

    Jerzy Wróblewski po przesłaniu plansz pierwszego tomu do wydawnictwa, miał do przygotowania poprawki. Jedyny zachowany dowód jak wyglądała pierwsza wersja komiksu to jedna próbna składka, która zachowała się w archiwum domowym rysownika. Nie wiadomo dokładnie, kto wymusił te zmiany – czy wydawca, czy rysownik, czy też inwestor. Na tych kilku zachowanych stronach widać, że Wróblewski musiał na stronie szóstej zasłonić Ewie za bardzo eksponowane pośladki, a także na pierwszej narysować bardziej sympatyczne oblicze Boga, który zajmuje się tworzeniem świata. Nie wiadomo jak dużo było tych zmian w ilustracjach, bo nie zachował się żaden dokument przedstawiający ich pełną listą.

       
    Dopiero po naniesieniu zmian na planszach rozpoczęto druk i oprawę. Pierwszy próbny nakład (prawdopodobnie w nakładzie kilkudziesięciu egzemplarzy) miał służyć zdobyciu akceptacji strony kościelnej. Jeden egzemplarz tego próbnego komiksu zachował się w archiwum rysownika. Od finalnej wersji, która trafiła do dystrybucji różni go logo na okładce oraz zmiany w tekście.


    Poprawki te wykonano już bez udziału Jerzego Wróblewskiego, o czym świadczą różnice w liternictwie zastosowanym w dymkach. W liście z dnia 19 września 1990 roku Bogusław Teodorczyk, prezes zarządu Globu informuje jedynie o tym fakcie:

„Informuję jednocześnie, że uzyskaliśmy [chociaż było to obowiązkiem autora scenariusza] aprobatę zespołu biblistów Kurii Biskupiej w Szczecinie. Tekst zamieścimy na stronie potytułowej. Myślę, że podniesie to nakład w sposób znaczący. Przekazuję niniejszym wyrazy uznania tego gremium pod adresem Pana i autora scenariusza. Konieczne poprawki są niewielkie i dotyczą wyłącznie kilku słów tekstu co zrobi drukarnia. Nakład pierwszego zeszytu wyniesie 150 tys. egz. i będzie drukowany w Wiedniu. Okładka będzie dodatkowo foliowana.”

czwartek, 15 lipca 2010

600. Rocznica Bitwy pod Grunwaldem

15 lipca 1410 r. na polach pod Grunwaldem rozegrała się jedna z największych bitew średniowiecznej Europy. Maciej Jasiński i Łukasz Ciaciuch odkryli całą prawdę o tym wiekopomnym wydarzeniu.

czwartek, 17 czerwca 2010

Przygoda z Marvelem

Wszystkich miłośników twórczości Jerzego Wróblewskiego zapraszam do lektury fragmentu książki „Jerzy Wróblewski - Mistrz z Bydgoszczy” autorstwa Macieja Jasińskiego, który zamieściły Kolorowe Zeszyty. Goście „Bydgoskiej Soboty z Komiksem” mogli zapoznać się z całym rozdziałem zatytułowanym „Od Roda do Sasa” rozdawanym w formie wydruków na spotkaniu z przedstawicielami wydawnictwa „BB Team”. Kolorowe zeszyty, z oczywistych względów, skupiają się na bardzo ciekawym epizodzie w życiorysie Jerzego Wróblewskiego, który w 1981 roku próbował zainteresować swoimi możliwościami rysunkowymi amerykańskiego giganta, czyli wydawnictwo „Marvel”.
„Nieznani przyjaciele Roda Calma"” - jedna z plansz zaprezentowanych wydawnictwu „Marvel”.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Co nowego?

Nasi koledzy, rysownicy z Bydgoszczy pracują pełną parą. Dwa komiksy powstałe przy Ich udziale: „1940 Katyń – Zbrodnia na nieludzkiej ziemi” oraz „Faustyna: Krótka historia małej dziewczynki, która została wielką świętą” trafiają właśnie do naszych rąk. „1940 Katyń - Zbrodnia na nieludzkiej ziemi” to wspólne dzieło trzech rysowników Jacka Michalskiego, Krzysztofa Gawronkiewicza i Jerzego Ozgi. Scenariusz napisali Tomasz Nowak i Witold Tkaczyk. Wydawcą jest oczywiście Zin Zin Press. Plansze komiksowe stanowią połowę liczącej 112 stron publikacji, resztę uzupełniają teksty historyczne autorstwa Tadeusza Kisielewskiego. Natomiast „Faustyna: Krótka historia małej dziewczynki, która została wielką świętą” to komiks, który został dołączony do majowego numeru pisma „Mały Gość Niedzielny”. Autorem części plansz jest Jacek Przybylski. To kolejny komiks, jaki ukazuje się wraz z „Małym Gościem Niedzielnym” - jakiś czas temu była to między innymi kolorowa wersja komiksu „Ksiądz Jerzy Popiełuszko: Cena wolności”. Obaj Jackowie ledwie skończyli jedną komiksową pracę, a już zabrali się za kolejną. Jacek Przybylski pracuje nad następnym tytułem historycznym, którego akcja ma dotyczyć bohaterskiej obrony Poczty Polskiej w Gdańsku 1 września 1939 roku. Komiks będzie kolejnym po „Westerplatte – załoga śmierci” albumem z serii „Kroniki epizodów wojennych”, także i w tym wypadku rolę scenarzysty wziął na siebie Mariusz Wójtowicz - Podhorski. Pierwsze plansze zapowiadają, że miłośnicy historii, mundurów, czołgów i innych militariów powinni być z tej publikacji bardzo zadowoleni. Tymczasem Jacek Michalski pracuje nad komiksem o Zawiszy Czarnym. Co ciekawe, nie będzie to komiks historyczny, ale przygodowy, czerpiący wszystko to, co najlepsze z tradycji opowieści rycerskich. Maciej Jasiński napisał scenariusz pełen zaskakujących zwrotów akcji, pościgów, bitew i pojedynków. Żeby narobić Wam smaku zamieszczamy kilka szkiców Jacka.

środa, 7 kwietnia 2010

Pasja rysowania

Niektórzy ludzie wydają książki, tak jakby produkowali ulotki reklamowe. Wszystko im jedno kto i czym drukowany papier zapisał. Sprzedają zaś te książki tak jakby sprzedawali, na przykład, warzywa – najlepiej hurtowo, na kilogramy dążąc do maksymalizowania zysków poprzez „obcinanie” kosztów. Oczywiście wszelka działalność handlowa, w tym wydawnicza, ma w założeniu przynosić zyski. Szczególnie jeżeli w przedsięwzięcie angażuje się swój wysiłek, czas i środki. Jednak dobry wydawca to nie tylko ten, który kieruje się chęcią zysku. To nie tylko ten, który ma dobre rozeznanie w rynku, pewną intuicję co będzie, a co nie będzie poczytne. Dobry wydawca publikując książki kieruje się także innymi celami. Przede wszystkim starając się sprzedać dzieło autora, równocześnie stara się tego autora przedstawić publiczności w szerszym kontekście. Wychodzi więc poza to, co każe zwyczajowa promocja pisarza, czyli poza rodzaj „transakcji wiązanej” polegającej na tym, że nagłaśnianie twórcy ma wspierać lepszą sprzedaż jego książki. Poza tym kontekstem twórca zazwyczaj nie występuje. Dobry wydawca rozumie natomiast, że przedstawianie autora polega na czymś innym niż tylko na nagłaśnianiu jego nazwiska i tytułu jego najnowszej książki. Chodzi o budzenie autentycznego zainteresowania twórcą, a także o budowanie o nim pewnej sumy wiedzy. Szczególnie jeżeli to zainteresowanie ma dotyczyć postaci mało znanej lub niesłusznie zapomnianej. Wtedy wydawca musi zdobyć się na naprawdę spory wysiłek, żeby odnieść sukces wydawniczy. Jeżeli to się powiedzie to rozumie on, że nie tylko sprzedał określoną ilość książek, ale przede wszystkim jego zwycięstwo polegało na tym, że wygrał promowany przez niego autor. Bo to jest jego autor. Biorąc pod uwagę fakt, że opisana wyżej strategia wydawnicza nie jest zbyt często spotykana niezwykle cieszy inicjatywa twórców Wydawnictwa BB Team z Bydgoszczy, którzy postanowili przypomnieć twórczość klasyka polskiego komiksu Jerzego Wróblewskiego. Chodzi o niewydaną do tej pory i przez szereg lat uznawaną za zaginioną (oprócz kilku plansz) pracę „Binio Bill… i Szalony Heronimo”. Od razu należy stwierdzić, że jest to dobra inicjatywa wydawnicza – w tym sensie, o którym była mowa wcześniej. Jest to też publikacja wydana porządnie, z dbałością o jej wymiar estetyczny. Odpowiedzialność za jej kształt graficzny wziął na siebie znany rysownik komiksów Andrzej Janicki (opracowanie graficzne i projekt okładki). W tych wysiłkach wspierał go Roman Maciejewski (liternictwo) zaś od strony technicznej nad wysoką jakością komiksu pracował Maciej Kowalski. W rezultacie czytelnicy otrzymali atrakcyjne wizualnie dzieło. Warto dodać, że oprócz samego (liczącego 50 stronic) czarno-białego komiksu na wewnętrznych stronach okładki, jak również w kończącym album artykule „Binio Bill – kowboj znad Wisły” autorstwa Macieja Jasińskiego, zaprezentowano szereg interesujących faktów dotyczących omawianego tytułu, serii o „Binio Billu” i oczywiście na temat dokonań artystycznych Jerzego Wróblewskiego. W rezultacie analizowana publikacja stanowi spójną całość i nie tylko dobrze się „prezentuje” od strony estetycznej, ale stanowi źródło konkretnej wiedzy na temat twórczości bydgoskiego rysownika. Tak więc omawiane wydawnictwo może w pełni satysfakcjonować czytelników ponieważ zadbano o jego wartość estetyczną i merytoryczną. Nie należy się temu dziwić wszak, w niczym nie uchybiając wydawcom, należy pamiętać, że o jakość plastyczną samego komiksu „zadbał” już dawno temu Jerzy Wróblewski. Nieprzypadkowo rysownik ten uznawany jest za jednego z klasyków polskiego komiksu. Zanim więc powiemy coś więcej o samym komiksie (rysunkach i scenariuszu) warto niewtajemniczonym, bodaj w wielkim skrócie wyjaśnić, dlaczego Jerzy Wróblewski zasługuje na miano klasyka polskiego komiksu. Zazwyczaj słowu „klasyk” towarzyszy słowo „artysta”. Jednak w czasach kiedy słowo „artysta” straciło swoje dawne, wyraziste znaczenie i do tego grona zalicza się na przykład najbardziej trywialne gwiazdy pop-kultury, słowo „rzemieślnik” brzmi bardziej rzeczowo i wiarygodnie. Dlatego wolę w stosunku do Jerzego Wróblewskiego używać określenia „rzemieślnik” komiksu, przypisując temu słowu najlepsze konotacje: fachowość, rzetelność i konsekwencję. Są to „odwieczne” cechy dobrych rzemieślników i bydgoski rysownik je posiadał. Istotnie, Wróblewski pielęgnował w swojej twórczości etos pracy rzemieślnika, ale nie oznaczało to wcale, że pozbawiona była ona znamion artyzmu. Przeciwnie, Jerzy Wróblewski był artystą w bardzo tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Tak samo jak artystami byli dawni mistrzowie malarstwa czy rysunku, kiedy wspinali się na szczyty swoich rzemieślniczych umiejętności i latami wypracowywali swój styl rysowania bądź malowania. Sądzę, że Wróblewski zgodziłby się z Edgarem Degas’em, który na pytanie dlaczego wciąż cierpliwie poprawia swoje świetne przecież rysunki miał odpowiedzieć: „To by nie było takie zabawne gdyby nie było takie nudne”. Polski rysownik był obdarzony łatwością rysowania, ale rozumiał, że ta wspaniała umiejętność może być pułapką jeżeli nie będzie rozwijana. Klasyk nigdy nie kontentuje się mianem klasyka, tylko pracuje dalej. W przeciwnym razie staje się artystycznym kabotynem. Mówiąc krótko; to wysoka, nieustannie doskonalona jakość pracy, a nie deklaracje znawców czy krytyków komiksu (lub oświadczenia samego autora – jak to się czasem zdarza) pozwalają umieścić omawianego twórcę w gronie klasyków polskiego komiksu. Trzeba też wspomnieć o jeszcze jednym elemencie, który artyści lubią zawłaszczać sugerując, że jest charakterystyczny tylko dla ich aktywności, a którego przecież nie brakuje i wybitnym rzemieślnikom. Chodzi o autentyczną pasję tworzenia. Wydaje się, że dla Jerzego Wróblewskiego rysowanie komiksów było czymś więcej niż tylko źródłem zarobku, czy profesją. U źródeł jego pracy leżała wszak bezinteresowna potrzeba rysowania – nie tylko komiksów, których wykonał, jak na polskie standardy (i chyba nie tylko na polskie) bardzo dużo. Oprócz bowiem prac komiksowych tworzonych w dwóch stylach; realistycznym i groteskowym autor „Binio Billa” pozostawił po sobie m.in.: wiele dowcipów rysunkowych (brał udział w krajowych i zagranicznych wystawach rysunku satyrycznego i współpracował regularnie z pismem satyrycznym „Karuzela”), ilustracji książkowych, projektów graficznych i reklamowych. Wykonywanie zleceń dla lokalnej i ogólnopolskiej prasy a potem dużych, ogólnokrajowych wydawnictw było więc dla niego i pracą i realizowaniem pasji. Jerzy Wróblewski był także klasykiem polskiego komiksu ponieważ jak każdy klasyk wywierał określony wpływ na młode pokolenie rysowników. I to, jak wspomniano, w czasach niełatwych, kiedy nikt nie słyszał o lokalnych lub ogólnokrajowych spotkaniach twórców i miłośników komiksu, podczas których mistrzowie mogą prezentować się początkującym twórcom tej sztuki. Warto zauważyć, że podziwiali go mieszkający wtedy w Bydgoszczy młodzi adepci tego gatunku. Należał do tego grona m.in. Andrzej Janicki obecnie jeden z czołowych twórców współczesnego komiksu w naszym kraju. Wpływ Wróblewskiego na powstanie w Bydgoszczy tak znaczącego w skali kraju środowiska autorów komiksu był bardzo duży. W tym wypadku potwierdziła się reguła, mówiąca o tym, że pojawienie się w jakimś środowisku twórczym jednostki wybitnej stanowi cenny precedens i podstawę, na której można dalej owocnie pracować, pielęgnując jednocześnie dotychczasowe tradycje. Poza tym, talent Wróblewskiego nie był przytłaczający dla młodych rysowników, ale przeciwnie – wyzwalał w nich twórczą energię i zapał do pracy. W tym kontekście szczególną sympatię i uznanie budzi inicjatywa wydawnicza Janickiego – czy szerzej rzecz ujmując – cały szereg jego inicjatyw zmierzających do przypomnienia Bydgoszczanom, ale i miłośnikom komiksu w Polsce znaczenia Wróblewskiego dla rozwoju komiksu w naszym kraju. Można te wysiłki traktować przecież jako konsekwentne upominanie się dawnego ucznia o pamięć na temat dokonań mistrza. Nie jest to zbyt często spotykana postawa wśród artystów. Oczywiście uznanie należy się nie tylko wspomnianemu Andrzejowi Janickiemu, ale wszystkim osobom, które w taki, czy inny sposób próbowały i nadal próbują w takich inicjatywach brać udział. Jerzy Wróblewski nazywany jest dzisiaj klasykiem polskiego komiksu, ale bycie klasykiem nie jest zadekretowane odgórnie i prawdę powiedziawszy bydgoski rysownik nigdy się o to nie starał. Prawdopodobnie gdyby pracował z takim nastawieniem, żeby osiągnąć status „polskiego klasyka komiksu” – nigdy by nim nie został. Jego nie napędzały do pracy powierzchowne gratyfikacje i chęć zdobycia uznania, ale wspomniana już autentyczna potrzeba rysowania. Prawdę powiedziawszy klasykiem często staje się idąc wbrew dominującym prądom społecznym czy artystycznym. I w związku z tym, początkowo nic późniejszego uznania nie zapowiada. Tak było w przypadku Jerzego Wróblewskiego. Realizowanie pasji nie było łatwe w sytuacji kiedy trudności sprawiało nawet zakupienie podstawowych materiałów i mediów rysunkowych oraz malarskich. Kiedy status rysownika komiksów był bardzo niski. Zarówno status tego zawodu w odbiorze społecznym, jak i w optyce oficjalnych instytucji kulturalnych. Dominująca polityka kulturalna państwa była przecież odbiciem ogólnej strategii władzy z naturalną dla tej władzy instrumentalizacją kultury – w tym kultury popularnej. Twórcy komiksów w Polsce jeżeli chcieli zarabiać na życie rysując musieli zgodzić się na dobrowolną marginalizację. Dla Wróblewskiego, który był autentycznym, „urodzonym” pasjonatem komiksu, a szerzej rzecz ujmując – amerykańskiej kultury popularnej – wszelkie ingerencje w tematykę prac, wtłaczanie w komiks „słusznych” ideologicznie treści, musiało być i zapewne było trudne do zniesienia. Czuł się z tym źle jako człowiek, który myślał samodzielnie i nie był podatny na oficjalną propagandę polityczną. I czuł się z tym źle jako profesjonalista – bo scenariusze do których miał rysować na przykład przygody „Kapitana Żbika” – tworzone były bez znajomości warsztatu komiksowego, przez funkcjonariuszy MO. Oznaczało to, że były przeładowane treściami propagandowymi i dydaktycznymi. Nie najlepsza jakość takich scenariuszy musiała oddziaływać na jakość prac. Brak wpływu na tak ważną część procesu tworzenia komiksu jaką jest bez wątpienia scenariusz musiała być frustrująca. Nieprzypadkowo więc do najlepszych dzieł Jerzego Wróblewskiego należały te prace, które były wolne od polityki, i które były w pełni zaprojektowane i wykonane przez bydgoskiego rysownika. A miał on przecież nie tylko świetnie opanowany warsztat rysowniczy, ale dysponował też niemałym talentem scenarzysty. Wróćmy teraz do wydanego przez BB Team komiksu „Binio Bill… i Szalony Heronimo”. Oprócz tego, że jak dowiedziono było to dzieło nie tylko tytularnego, ale i rzeczywistego klasyka polskiego komiksu to reprezentowało ono najlepsze elementy jego twórczości. Czarno-białe rysunki dobrze oddają cechy stylu groteskowego jaki wypracował sobie Jerzy Wróblewski pracując nad komiksem o przygodach szeryfa z Rio Klawo od początku lat 80-tych („Szalony Heronimo” to ostatni z serii tych komiksów, ukończony w 1991 roku tuż przed śmiercią rysownika). Był to zatem komiks rysowany z niezwykłą lekkością i pewnością ręki. Nie odstawał też jakością scenariusza od wcześniejszych opowieści o Binio Billu. Czytelnik znajdzie w omawianym dziele spójną, sprawnie opowiedzianą historię przygodową z Dzikiego Zachodu. Pełną kowboi, Indian, żołnierzy kawalerii amerykańskiej, różnej maści opryszków, której dodatkowego waloru dostarcza obecność uroczej bohaterki o swojsko brzmiącym nazwisku Katherine Górsky. Jest to mówiąc krótko sprawnie skonstruowany western z widokami rozległej prerii w tle i zagubionymi na niej miasteczkami pogranicza oraz fortami wojskowymi. Wróblewski uwielbiał tego rodzaju fabuły i od lat tworzył je zarówno w konwencji realistycznej jak i groteskowej. Jednak talent tego rysownika nie polegał tylko na tym, że potrafił on stworzyć profesjonalne komiksy o tematyce westernowej. Wydaje się, że doskonale rozumiał istotę medium, którym się posługiwał. Chodzi o to, że komiks jest przede wszystkim narracją ludyczną, mającą dostarczyć czytelnikowi wiele bezpretensjonalnej i szczerej radości z lektury. W tym tkwi siła tego typu przekazów. W prostocie, która bywa niekiedy trudniejsza niż wysilania się na źle rozumianą „awangardowość”, którą w konsekwencji można tylko skomentować słowami Gombrowicza: „Im mądrzej tym głupiej”. Talent Wróblewskiego polegał na tym, że świetnie wyczuwał te ludyczne oczekiwania czytelników i potrafił je zaspokoić. Nie było łatwo wykreować nieskomplikowaną, ale właśnie w swojej prostocie ujmującą postać Binio Billa – głównego bohatera całej serii. Binio to przecież niemal idealny bohater komiksowy – a więc taki, którego komiksowe „życie” wydaje się dla odbiorcy zupełnie naturalne. Nie wymagające żadnych dodatkowych usprawiedliwień. A przecież stworzenie takiego bohatera nie było tak oczywiste, jak jego późniejsza akceptacja przez czytelników. Wystarczy prześledzić „westernowe” prace Wróblewskiego z dawnych lat, jeszcze z bydgoskiej popołudniówki „Dziennik Wieczorny”, żeby uświadomić sobie jak długi był proces dochodzenia autora do właściwego kształtu tej postaci – i w sensie rysunkowym i fabularno-charakterologicznym. W rezultacie tych długich procesów ratyfikacji i nawarstwiających się wpływów Jerzemu Wróblewskiemu udało się stworzyć na tyle charakterystyczną i lubianą postać, że po latach celebrujemy wydanie nieznanych wcześniej przygód szeryfa z Rio Klawo. W czym konkretnie tkwiła siła tego bohatera? Prawdopodobnie w tym, że Binio łączył w sobie najlepsze cechy typowego przedstawiciela westernu, jak odwagę i szlachetność z pewną oryginalną, lokalną specyfiką. Otóż Binio Bill godził w sobie elementy słowiańskiej nieobliczalności (szeryf bywał w swoich działaniach brawurowy niczym szwoleżer Kozietulski), amerykańskiego luzu (widać w tej postaci swobodę i umiłowanie przestrzeni typową dla bohaterów amerykańskich westernów) i polskiego zmysłu improwizacji (Binio jest przecież Amerykaninem polskiego pochodzenia). Poprzez takie skomponowanie postaci Binio Bill wydawał się polskiemu czytelnikowi niezwykle bliski, swojski, ale równocześnie „zachodni”, amerykański – co przez wiele lat dla Polaków oznaczało; bardzo atrakcyjny. Jednocześnie pomimo tego, że szeryf z Rio Klawo był zarówno pełnoprawnym „obywatelem” amerykańskich prerii i był z pochodzenia Polakiem udało się Wróblewskiemu uniknąć tak nieznośnej, a pojawiającej się czasem także w wytworach kultury popularnej, megalomanii narodowej (wspaniały Polak w Stanach Zjednoczonych!). Rysownik stworzył więc oryginalnego bohatera polsko-amerykańskiego (o czym powinny dowiedzieć się wreszcie zainteresowane ambasady obu krajów!). Kończąc omawianie nowo wydanego tytułu „Jerzy Wróblewski przedstawia: „Binio Bill… i Szalony Heronimo” należy raz jeszcze podkreślić wysoką jakość tego wydawnictwa, co jak zostało powiedziane, było zasługą zarówno osób publikujących komiks jak i talentu autora komiksu. Warto jednak sięgnąć po „Bino Billa” nie tylko ze świadomością, że najbliższy czas spędzimy miło przy jego lekturze (a to już niemało). Pamiętajmy jeszcze, że dzięki takim inicjatywom wydawniczym jak ta, wierni miłośnicy talentu Jerzego Wróblewskiego mieli okazję zapoznać się z nieznanymi wcześniej pracami bydgoskiego rysownika, zaś osoby, które o nim nie słyszały, a komiksem się interesują, miały szansę zaznajomić się z reprezentatywnym fragmentem jego dokonań artystycznych. Poza tym, przypominanie o klasykach komiksu polskiego to również dowartościowanie ich wpływu na naszą rodzimą kulturę. I za to również należą się wydawcom podziękowania – już nie tylko ze strony miłośników komiksu w naszym kraju, ale po prostu ze strony ludzi partycypujących w kulturze. Z przodu na okładce albumu umieszczono nagłówek: „Jerzy Wróblewski przedstawia”, zaś na jego końcu widnieją zapowiedzi kolejnych odcinków przygód Binio Billa. Pozostaje więc mieć nadzieję, że to poważne zobowiązanie Wydawców, niezależnie od trudności jakie się pojawią na ich drodze, zostanie zrealizowane. Warto w każdym razie żywić taką nadzieję.
JERZY WRÓBLEWSKI PRZEDSTAWIA: „BINIO BILL… I SZALONY HERONIMO”, Wydawnictwo BB Team, Bydgoszcz 2009. Autor recenzji: Dr Marcin Jaworski (Zakład Edukacji Artystycznej UMK w Toruniu)

piątek, 12 marca 2010

Bydgoska Sobota z Komiksem

27 marca w Bydgoszczy odbędzie się kolejna edycja imprezy komiksowej, tym razem pod nieco zmienionym tytułem „Bydgoska Sobota z Komiksem”. Tego dnia w bydgoskim Ratuszu (ul. Jezuicka 1) oraz w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej (ul. Królowej Jadwigi 14, teren Wyższej Szkoły Gospodarki) spotkać będzie można miedzy innym Magdalenę Bochniak (Córkę legendy komiksu Jerzego Wróblewskiego), Sławomira Kiełbusa (autora „Zaczarowanej Altany”), Maciej Simińskiego i innych twórców nieodżałowanego magazynu „Produkt”. Podczas imprezy otwarta będzie również wystawa prac bydgoskich rysowników, na mini - giełdzie komiksowej będzie można nabyć kilka bardzo interesujących pozycji komiksowych a na zakończenie zaplanowano projekcję filmu „Shogun Assassin” w ramach cyklu „Wiadro krwi z kosmosu”, na co dzień odbywającego się w tak znanych warszawskich klubach jak Jadłodajnia Filozoficzna czy Zwiąż Mnie. Organizatorem imprezy jest Urząd Miasta Bydgoszczy, partnerem akademickim Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy, sponsorami zaś znane wszystkim fanom komiksu wydawnictwa Egmont i Zin Zin Press. Serdecznie zapraszamy do udziału - wstęp na wszystkie imprezy jest bezpłatny!!! Program imprezy
  • 10.3011.30 Spotkanie ze Sławomirem Kiełbusem – autorem rysunków do komiksu „Zaczarowana Altana” - Sala Sesyjna Ratusza, ul. Jezuicka 1
  • 12.00 Spotkanie z córką Jerzego Wróblewskiego – Magdaleną Bochniak (wspomnienie Jerzego Wróblewskiego i plany wydawnicze BB Team) - APK
  • 12.45 Spotkanie i warsztaty komiksowe z Karolem Kalinowskim (autor komiksu „Łauma” uznawanego przez wielu krytyków za komiks roku 2009) - APK
  • 14.30 Konkurs wiedzy o komiksie - APK
  • 15.00 Spotkanie z Maciejem Simińskim - APK
  • 16.00 Wykład prof. Jerzego Szyłaka (Uniwersytet Gdański) - APK
  • 17.00 Projekcja filmu „Shogun zabójca” poprzedzona słowem wstępnym Piotra Mirskiego (wstęp od lat 18) - APK
  • Koniec imprezy około godziny 19.00
Uzupełnienie, czyli lista obecności. Kogo będzie można spotkać w trakcie BSzK, z kim porozmawiać, czyje prace obejrzeć lub, u kogo wybłagać autograf: Magdalena Bochniak (bardzo skromna Córka wielkiego J. Wróblewskiego), Łukasz Chmielewski (scenarzysta, publicysta, Produkt Crew), Łukasz Ciaciuch (rysownik, grafik, animator), Andrzej Janicki (rysownik, grafik, który nie wiedzieć, dlaczego jest uznawany za mistrza, niekiedy coś pisze), Maciej Jasiński (scenarzysta, publicysta, znawca twórczości J. Wróblewskiego, działacz, czasami powie coś mądrego), Karol „KRL” Kalinowski (rysownik, scenarzysta, wkrótce celebryta), Krzysztof Mirowski (niezłomny działacz i znawca tematu, zdarza się, że coś napisze, mówi bardzo dziwne rzeczy, Produkt Crew), Sławomir Kiełbus (rysuje, rysuje i rysuje, ale za to jak!), Jakub Mathia (ilustrator, rysownik - debiutant, nagrodzony przez FOR, odkrycie M. Jasińskiego), Jacek Michalski (rysownik - wymiatacz, lubi mówić, ale lepiej żeby nie pisał), Andrzej Nowakowski (pamiętacie Larkisa lub, Domana?), Jacek Przybylski (rysownik, prawie nie mówi i niewiele pije, widzę w tym zależność:), Krzysztof „KRIS” Różański (scenarzysta, rysownik, grafik, wyżywający się obecnie na polu animacji), Maciej „SIMSON” Simiński (rysownik, wreszcie się dowiemy, co ten facet właściwie robi?), Jerzy Szyłak (scenarzysta, publicysta, komiksoznawca i filmoznawca, autor wielu książek, może mówić dłuuugo i na temat), Michał „ŚLEDZIU” Śledziński (rysownik, scenarzysta, gwiazda, dużo mówi, dużo pisze, dużo pije, niewiele śpi), Krzysztof Trystuła (grafik, rysownik), Błażej Wiśniewski (rysownik, anglista, znany z CD - Action, odkrycie K. Mirowskiego), Krzysztof Wyrzykowski (wysoki rysownik, specjalista od komiksów historycznych)... I to na razie tyle. Najnowsze wieści z Tajnego Centrum Operacyjnego Bydgoskiej Soboty z Komiksem (TCOBSzK):
  • Informacje o naszej imprezie docierają do wszystkich zainteresowanych dzięki uprzejmości i nieprzymuszonej woli komiksowych serwisów i bloggerów (Aleja, AQQ, Gildia, Polter, WAK, Kolorowe, KG, Kris, Huncwot, Śledziu, Sławomir Kiełbus, WRAK). Dziękujemy!
  • Do grupy sponsorów BSzK dołączyła znana na całym świecie firma Pentel, producent świetnych długopisów, ołówków, markerów, gumek (moich ulubionych) i profesjonalnych pisaków z pędzelkowymi i kaligraficznymi końcówkami. Firma Pentel zaoferowała niektóre ze swoich produktów do wykorzystania podczas warsztatów prowadzonych przez KRL`a oraz w formie nagród dla kilku uczestników.
  • Obecność na imprezie zapowiedział także Pan Włodzimierz Podczaski z firmy Forza Cuiavia, która zajmuje się promocją regionu kujawsko - pomorskiego, również w postaci publikacji komiksowych min. „Diabeł wenecki”.
  • Maciej Jasiński przygotował wydruk jednego z rozdziałów książki, nad którą pracuje „Jerzy Wróblewski - Mistrz z Bydgoszczy” (tylko 20 egzemplarzy!), które będą mogli otrzymać uczestnicy sobotniego spotkania z Magdaleną Bochniak i BB Team.
Powered By Blogger