Wszystkich miłośników twórczości Jerzego Wróblewskiego zapraszam do lektury fragmentu książki „Jerzy Wróblewski - Mistrz z Bydgoszczy” autorstwa Macieja Jasińskiego, który zamieściły Kolorowe Zeszyty. Goście „Bydgoskiej Soboty z Komiksem” mogli zapoznać się z całym rozdziałem zatytułowanym „Od Roda do Sasa” rozdawanym w formie wydruków na spotkaniu z przedstawicielami wydawnictwa „BB Team”. Kolorowe zeszyty, z oczywistych względów, skupiają się na bardzo ciekawym epizodzie w życiorysie Jerzego Wróblewskiego, który w 1981 roku próbował zainteresować swoimi możliwościami rysunkowymi amerykańskiego giganta, czyli wydawnictwo „Marvel”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BB Team. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BB Team. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 17 czerwca 2010
środa, 7 kwietnia 2010
Pasja rysowania
Niektórzy ludzie wydają książki, tak jakby produkowali ulotki reklamowe. Wszystko im jedno kto i czym drukowany papier zapisał. Sprzedają zaś te książki tak jakby sprzedawali, na przykład, warzywa – najlepiej hurtowo, na kilogramy dążąc do maksymalizowania zysków poprzez „obcinanie” kosztów. Oczywiście wszelka działalność handlowa, w tym wydawnicza, ma w założeniu przynosić zyski. Szczególnie jeżeli w przedsięwzięcie angażuje się swój wysiłek, czas i środki. Jednak dobry wydawca to nie tylko ten, który kieruje się chęcią zysku. To nie tylko ten, który ma dobre rozeznanie w rynku, pewną intuicję co będzie, a co nie będzie poczytne. Dobry wydawca publikując książki kieruje się także innymi celami. Przede wszystkim starając się sprzedać dzieło autora, równocześnie stara się tego autora przedstawić publiczności w szerszym kontekście. Wychodzi więc poza to, co każe zwyczajowa promocja pisarza, czyli poza rodzaj „transakcji wiązanej” polegającej na tym, że nagłaśnianie twórcy ma wspierać lepszą sprzedaż jego książki. Poza tym kontekstem twórca zazwyczaj nie występuje. Dobry wydawca rozumie natomiast, że przedstawianie autora polega na czymś innym niż tylko na nagłaśnianiu jego nazwiska i tytułu jego najnowszej książki. Chodzi o budzenie autentycznego zainteresowania twórcą, a także o budowanie o nim pewnej sumy wiedzy. Szczególnie jeżeli to zainteresowanie ma dotyczyć postaci mało znanej lub niesłusznie zapomnianej. Wtedy wydawca musi zdobyć się na naprawdę spory wysiłek, żeby odnieść sukces wydawniczy. Jeżeli to się powiedzie to rozumie on, że nie tylko sprzedał określoną ilość książek, ale przede wszystkim jego zwycięstwo polegało na tym, że wygrał promowany przez niego autor. Bo to jest jego autor.
Biorąc pod uwagę fakt, że opisana wyżej strategia wydawnicza nie jest zbyt często spotykana niezwykle cieszy inicjatywa twórców Wydawnictwa BB Team z Bydgoszczy, którzy postanowili przypomnieć twórczość klasyka polskiego komiksu Jerzego Wróblewskiego. Chodzi o niewydaną do tej pory i przez szereg lat uznawaną za zaginioną (oprócz kilku plansz) pracę „Binio Bill… i Szalony Heronimo”.
Od razu należy stwierdzić, że jest to dobra inicjatywa wydawnicza – w tym sensie, o którym była mowa wcześniej. Jest to też publikacja wydana porządnie, z dbałością o jej wymiar estetyczny. Odpowiedzialność za jej kształt graficzny wziął na siebie znany rysownik komiksów Andrzej Janicki (opracowanie graficzne i projekt okładki). W tych wysiłkach wspierał go Roman Maciejewski (liternictwo) zaś od strony technicznej nad wysoką jakością komiksu pracował Maciej Kowalski. W rezultacie czytelnicy otrzymali atrakcyjne wizualnie dzieło. Warto dodać, że oprócz samego (liczącego 50 stronic) czarno-białego komiksu na wewnętrznych stronach okładki, jak również w kończącym album artykule „Binio Bill – kowboj znad Wisły” autorstwa Macieja Jasińskiego, zaprezentowano szereg interesujących faktów dotyczących omawianego tytułu, serii o „Binio Billu” i oczywiście na temat dokonań artystycznych Jerzego Wróblewskiego. W rezultacie analizowana publikacja stanowi spójną całość i nie tylko dobrze się „prezentuje” od strony estetycznej, ale stanowi źródło konkretnej wiedzy na temat twórczości bydgoskiego rysownika.
Tak więc omawiane wydawnictwo może w pełni satysfakcjonować czytelników ponieważ zadbano o jego wartość estetyczną i merytoryczną. Nie należy się temu dziwić wszak, w niczym nie uchybiając wydawcom, należy pamiętać, że o jakość plastyczną samego komiksu „zadbał” już dawno temu Jerzy Wróblewski. Nieprzypadkowo rysownik ten uznawany jest za jednego z klasyków polskiego komiksu. Zanim więc powiemy coś więcej o samym komiksie (rysunkach i scenariuszu) warto niewtajemniczonym, bodaj w wielkim skrócie wyjaśnić, dlaczego Jerzy Wróblewski zasługuje na miano klasyka polskiego komiksu.
Zazwyczaj słowu „klasyk” towarzyszy słowo „artysta”. Jednak w czasach kiedy słowo „artysta” straciło swoje dawne, wyraziste znaczenie i do tego grona zalicza się na przykład najbardziej trywialne gwiazdy pop-kultury, słowo „rzemieślnik” brzmi bardziej rzeczowo i wiarygodnie. Dlatego wolę w stosunku do Jerzego Wróblewskiego używać określenia „rzemieślnik” komiksu, przypisując temu słowu najlepsze konotacje: fachowość, rzetelność i konsekwencję. Są to „odwieczne” cechy dobrych rzemieślników i bydgoski rysownik je posiadał. Istotnie, Wróblewski pielęgnował w swojej twórczości etos pracy rzemieślnika, ale nie oznaczało to wcale, że pozbawiona była ona znamion artyzmu. Przeciwnie, Jerzy Wróblewski był artystą w bardzo tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Tak samo jak artystami byli dawni mistrzowie malarstwa czy rysunku, kiedy wspinali się na szczyty swoich rzemieślniczych umiejętności i latami wypracowywali swój styl rysowania bądź malowania. Sądzę, że Wróblewski zgodziłby się z Edgarem Degas’em, który na pytanie dlaczego wciąż cierpliwie poprawia swoje świetne przecież rysunki miał odpowiedzieć: „To by nie było takie zabawne gdyby nie było takie nudne”. Polski rysownik był obdarzony łatwością rysowania, ale rozumiał, że ta wspaniała umiejętność może być pułapką jeżeli nie będzie rozwijana. Klasyk nigdy nie kontentuje się mianem klasyka, tylko pracuje dalej. W przeciwnym razie staje się artystycznym kabotynem. Mówiąc krótko; to wysoka, nieustannie doskonalona jakość pracy, a nie deklaracje znawców czy krytyków komiksu (lub oświadczenia samego autora – jak to się czasem zdarza) pozwalają umieścić omawianego twórcę w gronie klasyków polskiego komiksu.
Trzeba też wspomnieć o jeszcze jednym elemencie, który artyści lubią zawłaszczać sugerując, że jest charakterystyczny tylko dla ich aktywności, a którego przecież nie brakuje i wybitnym rzemieślnikom. Chodzi o autentyczną pasję tworzenia. Wydaje się, że dla Jerzego Wróblewskiego rysowanie komiksów było czymś więcej niż tylko źródłem zarobku, czy profesją. U źródeł jego pracy leżała wszak bezinteresowna potrzeba rysowania – nie tylko komiksów, których wykonał, jak na polskie standardy (i chyba nie tylko na polskie) bardzo dużo. Oprócz bowiem prac komiksowych tworzonych w dwóch stylach; realistycznym i groteskowym autor „Binio Billa” pozostawił po sobie m.in.: wiele dowcipów rysunkowych (brał udział w krajowych i zagranicznych wystawach rysunku satyrycznego i współpracował regularnie z pismem satyrycznym „Karuzela”), ilustracji książkowych, projektów graficznych i reklamowych. Wykonywanie zleceń dla lokalnej i ogólnopolskiej prasy a potem dużych, ogólnokrajowych wydawnictw było więc dla niego i pracą i realizowaniem pasji.
Jerzy Wróblewski był także klasykiem polskiego komiksu ponieważ jak każdy klasyk wywierał określony wpływ na młode pokolenie rysowników. I to, jak wspomniano, w czasach niełatwych, kiedy nikt nie słyszał o lokalnych lub ogólnokrajowych spotkaniach twórców i miłośników komiksu, podczas których mistrzowie mogą prezentować się początkującym twórcom tej sztuki. Warto zauważyć, że podziwiali go mieszkający wtedy w Bydgoszczy młodzi adepci tego gatunku. Należał do tego grona m.in. Andrzej Janicki obecnie jeden z czołowych twórców współczesnego komiksu w naszym kraju. Wpływ Wróblewskiego na powstanie w Bydgoszczy tak znaczącego w skali kraju środowiska autorów komiksu był bardzo duży. W tym wypadku potwierdziła się reguła, mówiąca o tym, że pojawienie się w jakimś środowisku twórczym jednostki wybitnej stanowi cenny precedens i podstawę, na której można dalej owocnie pracować, pielęgnując jednocześnie dotychczasowe tradycje. Poza tym, talent Wróblewskiego nie był przytłaczający dla młodych rysowników, ale przeciwnie – wyzwalał w nich twórczą energię i zapał do pracy. W tym kontekście szczególną sympatię i uznanie budzi inicjatywa wydawnicza Janickiego – czy szerzej rzecz ujmując – cały szereg jego inicjatyw zmierzających do przypomnienia Bydgoszczanom, ale i miłośnikom komiksu w Polsce znaczenia Wróblewskiego dla rozwoju komiksu w naszym kraju. Można te wysiłki traktować przecież jako konsekwentne upominanie się dawnego ucznia o pamięć na temat dokonań mistrza. Nie jest to zbyt często spotykana postawa wśród artystów. Oczywiście uznanie należy się nie tylko wspomnianemu Andrzejowi Janickiemu, ale wszystkim osobom, które w taki, czy inny sposób próbowały i nadal próbują w takich inicjatywach brać udział.
Jerzy Wróblewski nazywany jest dzisiaj klasykiem polskiego komiksu, ale bycie klasykiem nie jest zadekretowane odgórnie i prawdę powiedziawszy bydgoski rysownik nigdy się o to nie starał. Prawdopodobnie gdyby pracował z takim nastawieniem, żeby osiągnąć status „polskiego klasyka komiksu” – nigdy by nim nie został. Jego nie napędzały do pracy powierzchowne gratyfikacje i chęć zdobycia uznania, ale wspomniana już autentyczna potrzeba rysowania. Prawdę powiedziawszy klasykiem często staje się idąc wbrew dominującym prądom społecznym czy artystycznym. I w związku z tym, początkowo nic późniejszego uznania nie zapowiada. Tak było w przypadku Jerzego Wróblewskiego. Realizowanie pasji nie było łatwe w sytuacji kiedy trudności sprawiało nawet zakupienie podstawowych materiałów i mediów rysunkowych oraz malarskich. Kiedy status rysownika komiksów był bardzo niski. Zarówno status tego zawodu w odbiorze społecznym, jak i w optyce oficjalnych instytucji kulturalnych. Dominująca polityka kulturalna państwa była przecież odbiciem ogólnej strategii władzy z naturalną dla tej władzy instrumentalizacją kultury – w tym kultury popularnej. Twórcy komiksów w Polsce jeżeli chcieli zarabiać na życie rysując musieli zgodzić się na dobrowolną marginalizację. Dla Wróblewskiego, który był autentycznym, „urodzonym” pasjonatem komiksu, a szerzej rzecz ujmując – amerykańskiej kultury popularnej – wszelkie ingerencje w tematykę prac, wtłaczanie w komiks „słusznych” ideologicznie treści, musiało być i zapewne było trudne do zniesienia. Czuł się z tym źle jako człowiek, który myślał samodzielnie i nie był podatny na oficjalną propagandę polityczną. I czuł się z tym źle jako profesjonalista – bo scenariusze do których miał rysować na przykład przygody „Kapitana Żbika” – tworzone były bez znajomości warsztatu komiksowego, przez funkcjonariuszy MO. Oznaczało to, że były przeładowane treściami propagandowymi i dydaktycznymi. Nie najlepsza jakość takich scenariuszy musiała oddziaływać na jakość prac. Brak wpływu na tak ważną część procesu tworzenia komiksu jaką jest bez wątpienia scenariusz musiała być frustrująca. Nieprzypadkowo więc do najlepszych dzieł Jerzego Wróblewskiego należały te prace, które były wolne od polityki, i które były w pełni zaprojektowane i wykonane przez bydgoskiego rysownika. A miał on przecież nie tylko świetnie opanowany warsztat rysowniczy, ale dysponował też niemałym talentem scenarzysty.
Wróćmy teraz do wydanego przez BB Team komiksu „Binio Bill… i Szalony Heronimo”. Oprócz tego, że jak dowiedziono było to dzieło nie tylko tytularnego, ale i rzeczywistego klasyka polskiego komiksu to reprezentowało ono najlepsze elementy jego twórczości. Czarno-białe rysunki dobrze oddają cechy stylu groteskowego jaki wypracował sobie Jerzy Wróblewski pracując nad komiksem o przygodach szeryfa z Rio Klawo od początku lat 80-tych („Szalony Heronimo” to ostatni z serii tych komiksów, ukończony w 1991 roku tuż przed śmiercią rysownika). Był to zatem komiks rysowany z niezwykłą lekkością i pewnością ręki. Nie odstawał też jakością scenariusza od wcześniejszych opowieści o Binio Billu. Czytelnik znajdzie w omawianym dziele spójną, sprawnie opowiedzianą historię przygodową z Dzikiego Zachodu. Pełną kowboi, Indian, żołnierzy kawalerii amerykańskiej, różnej maści opryszków, której dodatkowego waloru dostarcza obecność uroczej bohaterki o swojsko brzmiącym nazwisku Katherine Górsky. Jest to mówiąc krótko sprawnie skonstruowany western z widokami rozległej prerii w tle i zagubionymi na niej miasteczkami pogranicza oraz fortami wojskowymi. Wróblewski uwielbiał tego rodzaju fabuły i od lat tworzył je zarówno w konwencji realistycznej jak i groteskowej. Jednak talent tego rysownika nie polegał tylko na tym, że potrafił on stworzyć profesjonalne komiksy o tematyce westernowej. Wydaje się, że doskonale rozumiał istotę medium, którym się posługiwał. Chodzi o to, że komiks jest przede wszystkim narracją ludyczną, mającą dostarczyć czytelnikowi wiele bezpretensjonalnej i szczerej radości z lektury. W tym tkwi siła tego typu przekazów. W prostocie, która bywa niekiedy trudniejsza niż wysilania się na źle rozumianą „awangardowość”, którą w konsekwencji można tylko skomentować słowami Gombrowicza: „Im mądrzej tym głupiej”. Talent Wróblewskiego polegał na tym, że świetnie wyczuwał te ludyczne oczekiwania czytelników i potrafił je zaspokoić. Nie było łatwo wykreować nieskomplikowaną, ale właśnie w swojej prostocie ujmującą postać Binio Billa – głównego bohatera całej serii. Binio to przecież niemal idealny bohater komiksowy – a więc taki, którego komiksowe „życie” wydaje się dla odbiorcy zupełnie naturalne. Nie wymagające żadnych dodatkowych usprawiedliwień. A przecież stworzenie takiego bohatera nie było tak oczywiste, jak jego późniejsza akceptacja przez czytelników. Wystarczy prześledzić „westernowe” prace Wróblewskiego z dawnych lat, jeszcze z bydgoskiej popołudniówki „Dziennik Wieczorny”, żeby uświadomić sobie jak długi był proces dochodzenia autora do właściwego kształtu tej postaci – i w sensie rysunkowym i fabularno-charakterologicznym. W rezultacie tych długich procesów ratyfikacji i nawarstwiających się wpływów Jerzemu Wróblewskiemu udało się stworzyć na tyle charakterystyczną i lubianą postać, że po latach celebrujemy wydanie nieznanych wcześniej przygód szeryfa z Rio Klawo. W czym konkretnie tkwiła siła tego bohatera? Prawdopodobnie w tym, że Binio łączył w sobie najlepsze cechy typowego przedstawiciela westernu, jak odwagę i szlachetność z pewną oryginalną, lokalną specyfiką. Otóż Binio Bill godził w sobie elementy słowiańskiej nieobliczalności (szeryf bywał w swoich działaniach brawurowy niczym szwoleżer Kozietulski), amerykańskiego luzu (widać w tej postaci swobodę i umiłowanie przestrzeni typową dla bohaterów amerykańskich westernów) i polskiego zmysłu improwizacji (Binio jest przecież Amerykaninem polskiego pochodzenia). Poprzez takie skomponowanie postaci Binio Bill wydawał się polskiemu czytelnikowi niezwykle bliski, swojski, ale równocześnie „zachodni”, amerykański – co przez wiele lat dla Polaków oznaczało; bardzo atrakcyjny. Jednocześnie pomimo tego, że szeryf z Rio Klawo był zarówno pełnoprawnym „obywatelem” amerykańskich prerii i był z pochodzenia Polakiem udało się Wróblewskiemu uniknąć tak nieznośnej, a pojawiającej się czasem także w wytworach kultury popularnej, megalomanii narodowej (wspaniały Polak w Stanach Zjednoczonych!). Rysownik stworzył więc oryginalnego bohatera polsko-amerykańskiego (o czym powinny dowiedzieć się wreszcie zainteresowane ambasady obu krajów!).
Kończąc omawianie nowo wydanego tytułu „Jerzy Wróblewski przedstawia: „Binio Bill… i Szalony Heronimo” należy raz jeszcze podkreślić wysoką jakość tego wydawnictwa, co jak zostało powiedziane, było zasługą zarówno osób publikujących komiks jak i talentu autora komiksu. Warto jednak sięgnąć po „Bino Billa” nie tylko ze świadomością, że najbliższy czas spędzimy miło przy jego lekturze (a to już niemało). Pamiętajmy jeszcze, że dzięki takim inicjatywom wydawniczym jak ta, wierni miłośnicy talentu Jerzego Wróblewskiego mieli okazję zapoznać się z nieznanymi wcześniej pracami bydgoskiego rysownika, zaś osoby, które o nim nie słyszały, a komiksem się interesują, miały szansę zaznajomić się z reprezentatywnym fragmentem jego dokonań artystycznych. Poza tym, przypominanie o klasykach komiksu polskiego to również dowartościowanie ich wpływu na naszą rodzimą kulturę. I za to również należą się wydawcom podziękowania – już nie tylko ze strony miłośników komiksu w naszym kraju, ale po prostu ze strony ludzi partycypujących w kulturze.
Z przodu na okładce albumu umieszczono nagłówek: „Jerzy Wróblewski przedstawia”, zaś na jego końcu widnieją zapowiedzi kolejnych odcinków przygód Binio Billa. Pozostaje więc mieć nadzieję, że to poważne zobowiązanie Wydawców, niezależnie od trudności jakie się pojawią na ich drodze, zostanie zrealizowane. Warto w każdym razie żywić taką nadzieję.
JERZY WRÓBLEWSKI PRZEDSTAWIA: „BINIO BILL… I SZALONY HERONIMO”, Wydawnictwo BB Team, Bydgoszcz 2009. Autor recenzji: Dr Marcin Jaworski (Zakład Edukacji Artystycznej UMK w Toruniu)
Etykiety:
BB Team,
Binio Bill,
Janicki,
Jasiński,
Jaworski,
recenzje,
Wróblewski,
Żbik
sobota, 3 kwietnia 2010
Wesołego jajka!
piątek, 12 marca 2010
Bydgoska Sobota z Komiksem
27 marca w Bydgoszczy odbędzie się kolejna edycja imprezy komiksowej, tym razem pod nieco zmienionym tytułem „Bydgoska Sobota z Komiksem”. Tego dnia w bydgoskim Ratuszu (ul. Jezuicka 1) oraz w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej (ul. Królowej Jadwigi 14, teren Wyższej Szkoły Gospodarki) spotkać będzie można miedzy innym Magdalenę Bochniak (Córkę legendy komiksu Jerzego Wróblewskiego), Sławomira Kiełbusa (autora „Zaczarowanej Altany”), Maciej Simińskiego i innych twórców nieodżałowanego magazynu „Produkt”. Podczas imprezy otwarta będzie również wystawa prac bydgoskich rysowników, na mini - giełdzie komiksowej będzie można nabyć kilka bardzo interesujących pozycji komiksowych a na zakończenie zaplanowano projekcję filmu „Shogun Assassin” w ramach cyklu „Wiadro krwi z kosmosu”, na co dzień odbywającego się w tak znanych warszawskich klubach jak Jadłodajnia Filozoficzna czy Zwiąż Mnie.
Organizatorem imprezy jest Urząd Miasta Bydgoszczy, partnerem akademickim Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy, sponsorami zaś znane wszystkim fanom komiksu wydawnictwa Egmont i Zin Zin Press.
Serdecznie zapraszamy do udziału - wstęp na wszystkie imprezy jest bezpłatny!!!
Program imprezy
Najnowsze wieści z Tajnego Centrum Operacyjnego Bydgoskiej Soboty z Komiksem (TCOBSzK):
Program imprezy
- 10.30 – 11.30 Spotkanie ze Sławomirem Kiełbusem – autorem rysunków do komiksu „Zaczarowana Altana” - Sala Sesyjna Ratusza, ul. Jezuicka 1
- 12.00 Spotkanie z córką Jerzego Wróblewskiego – Magdaleną Bochniak (wspomnienie Jerzego Wróblewskiego i plany wydawnicze BB Team) - APK
- 12.45 Spotkanie i warsztaty komiksowe z Karolem Kalinowskim (autor komiksu „Łauma” uznawanego przez wielu krytyków za komiks roku 2009) - APK
- 14.30 Konkurs wiedzy o komiksie - APK
- 15.00 Spotkanie z Maciejem Simińskim - APK
- 16.00 Wykład prof. Jerzego Szyłaka (Uniwersytet Gdański) - APK
- 17.00 Projekcja filmu „Shogun zabójca” poprzedzona słowem wstępnym Piotra Mirskiego (wstęp od lat 18) - APK
- Koniec imprezy około godziny 19.00
Najnowsze wieści z Tajnego Centrum Operacyjnego Bydgoskiej Soboty z Komiksem (TCOBSzK):
- Informacje o naszej imprezie docierają do wszystkich zainteresowanych dzięki uprzejmości i nieprzymuszonej woli komiksowych serwisów i bloggerów (Aleja, AQQ, Gildia, Polter, WAK, Kolorowe, KG, Kris, Huncwot, Śledziu, Sławomir Kiełbus, WRAK). Dziękujemy!
- Do grupy sponsorów BSzK dołączyła znana na całym świecie firma Pentel, producent świetnych długopisów, ołówków, markerów, gumek (moich ulubionych) i profesjonalnych pisaków z pędzelkowymi i kaligraficznymi końcówkami. Firma Pentel zaoferowała niektóre ze swoich produktów do wykorzystania podczas warsztatów prowadzonych przez KRL`a oraz w formie nagród dla kilku uczestników.
- Obecność na imprezie zapowiedział także Pan Włodzimierz Podczaski z firmy Forza Cuiavia, która zajmuje się promocją regionu kujawsko - pomorskiego, również w postaci publikacji komiksowych min. „Diabeł wenecki”.
- Maciej Jasiński przygotował wydruk jednego z rozdziałów książki, nad którą pracuje „Jerzy Wróblewski - Mistrz z Bydgoszczy” (tylko 20 egzemplarzy!), które będą mogli otrzymać uczestnicy sobotniego spotkania z Magdaleną Bochniak i BB Team.
wtorek, 6 października 2009
Binio Bill w Łodzi
MFKiG 2009 już za nami. Zainteresowanie, opinie i wyniki sprzedaży komiksu „Binio Bill i Szalony Heronimo” sprawiły, że „BB Team” opuszczał festiwal w pogodzie ducha, chociaż na niebie kłębiły się czarne chmury i ostatecznie Łódź pożegnała nas deszczem. W imieniu całej ekipy chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim miłośnikom twórczości Jerzego Wróblewskiego za wszystkie bardzo miłe słowa, które usłyszeliśmy na temat naszej pracy, za wsparcie i trzymanie kciuków za powodzenie przedsięwzięcia. Szczególne wzruszył nas Jaszczu, czyli Piotr Nowacki, który sprawił nam prezent w postaci oryginału ilustracji prezentowanej na tym blogu, z miłą dedykacją. Chciałbym także podziękować Jarkowi Składankowi (Kultura Gniewu) za cenne informacje dotyczące spraw edytorskich, Tomkowi Tomaszewskiemu za pomysły promocyjne, KRL – owi min. za poczęstunek miodowym piwem, Haku za cierpliwe wyczekiwanie na mój powrót do stoiska „BB Team”, „Cyrkielni” za... zakąskę oraz wszystkim, którzy domagali się naszych autografów i zadawali wiele pytań dotyczących pracy nad albumem i planów wydawnictwa. Przedstawiciele rodziny Jerzego Wróblewskiego obecni na spotkaniu z publicznością w ŁDK, chociaż lekko stremowani także opuszczali festiwal nie kryjąc zadowolenia a nawet wzruszenia wywołanego sympatycznym przyjęciem i nieustającym zainteresowaniem twórczością Mistrza z Bydgoszczy (i Inowrocławia). Dziękujemy!
................................................................................................................................













piątek, 2 października 2009
Z ostatniej chwili!
I stało się. Cały tysiąc pachnących drukarską farbą egzemplarzy Binio Billa dotarł do nas z drukarni. Wygląda prześlicznie i dopiero wczoraj popijając piwko w gronie większości zaangażowanych w przygotowanie albumu osób, można było stwierdzić ile pracy i zachodu wymaga przygotowanie oraz pilotowanie całego procesu druku.
Na fanów twórczości Jerzego Wróblewskiego w Łodzi będą czekać dwie niespodzianki. Pierwsza to wystawa, na której większość prac to unikatowe oryginalne ilustracje. Można, więc będzie zobaczyć z bliska, na jakim papierze rysował Jerzy Wróblewski i jak kładł kolory. Co ważne spora część prezentowanego materiału to plansze komiksowe i ilustracje, które nigdy nie ujrzały światła dziennego i przeleżały w archiwum artysty przez kilkadziesiąt lat. Ekspozycja będzie prezentowana w kawiarni ŁDK do końca października.
Druga niespodzianka to reklama Wystawy Jerzego Wróblewskiego, która trafiła do mieszkańców Bydgoszczy za sprawą „Bydgoskiego Informatora Kulturalnego”. Po jednym egzemplarzu w formacie A4 oddamy także w ręce pierwszych pięćdziesięciu osób, które w sobotę zakupią komiks „Binio Bill i Szalony Heronimo”. Warto zwrócić uwagę na prawy dolny róg plakatu, gdyż mieści się tam reprodukcja planszy, którą Jerzy Wróblewski przygotował z myślą o wydawnictwie „Marvel”. Serdecznie zapraszamy również na „Powrót Binio Billa - spotkanie ze spadkobiercami Jerzego Wróblewskiego” (sobota, sala 221 ŁDK, godz.11. 45). Stoisko „BB Team” znajdziecie bez problemu. Na górze stoiska będzie wisiał baner z napisem Binio Bill, zaś poniżej będzie stał sam Binio Bill. Do zobaczenia na MFKiG.
(Maciej Jasiński)
Druga niespodzianka to reklama Wystawy Jerzego Wróblewskiego, która trafiła do mieszkańców Bydgoszczy za sprawą „Bydgoskiego Informatora Kulturalnego”. Po jednym egzemplarzu w formacie A4 oddamy także w ręce pierwszych pięćdziesięciu osób, które w sobotę zakupią komiks „Binio Bill i Szalony Heronimo”. Warto zwrócić uwagę na prawy dolny róg plakatu, gdyż mieści się tam reprodukcja planszy, którą Jerzy Wróblewski przygotował z myślą o wydawnictwie „Marvel”. Serdecznie zapraszamy również na „Powrót Binio Billa - spotkanie ze spadkobiercami Jerzego Wróblewskiego” (sobota, sala 221 ŁDK, godz.11. 45). Stoisko „BB Team” znajdziecie bez problemu. Na górze stoiska będzie wisiał baner z napisem Binio Bill, zaś poniżej będzie stał sam Binio Bill. Do zobaczenia na MFKiG.
(Maciej Jasiński)
Etykiety:
BB Team,
Binio Bill,
Jasiński,
MFKiG,
Wróblewski
sobota, 19 września 2009
Co z tym kolorem?
Pierwsze plansze komiksu „Binio Bill i Szalony Heronimo” zaprezentowane w sieci wywołały, ku naszej uciesze, bardzo pozytywne reakcje. Pojawiło się jednak kilka komentarzy dotyczących braku koloru w komiksie. Wypada, zatem zabrać głos i przedstawić zainteresowanym motywy, jakimi kierował się „BB Team” przygotowując do druku taką właśnie wersję ostatniej narysowanej przez Jerzego Wróblewskiego przygody Binia. Zdecydowaliśmy się na publikację czarno - białego komiksu głównie, dlatego, że Jerzy Wróblewski po prostu nie zdążył go pokolorować. Ktoś inny mógłby oczywiście to zrobić, choć z całą pewnością wydłużyłoby to pracę nad przygotowaniem opowieści do druku, zwiększyło koszt całego przedsięwzięcia, cenę jednostkową i w dodatku mogłoby narazić wydawnictwo na krytykę innej grupy odbiorców, niezadowolonych z „profanowania” dzieła mistrza. Opracowując archiwalne materiały każdy wydawca mierzy się z różnymi problemami technicznymi. Jednym z nich jest odtwarzanie plansz, których oryginały się nie zachowały, poprzez skanowanie wydruków np. ze „Świata Młodych” i następnie mozolną obróbkę w programach graficznych. Wszyscy, którzy próbowali coś takiego robić wiedzą doskonale jak żmudne i kosztowne jest to zajęcie, niestety podczas tego procesu można zgubić wiele szczegółów rysunku i trudno osiągnąć naprawdę zadowalający efekt. Mamy na naszym rynku niezbyt pozytywne przykłady takich działań: „Kapitan Kloss”, czy też kilka zeszytów z serii o Kapitanie Żbiku (oba tytuły z wyd. Muza). W wypadku twórczości Jerzego Wróblewskiego zdarza się także, że dysponując oryginalnym czarno – białym komiksem, nie możemy skorzystać z zaginionych blaudruków, na których (jeszcze w latach 90 - tych) kładziono kolor. Pozostaje wtedy rozbarwianie plansz metodą komputerową na podstawie opublikowanego kiedyś komiksu (Vide: ilustracja). Zadanie zdecydowanie łatwiejsze niż w poprzednim wypadku, lecz także obarczone pewnym ryzykiem. Pojawia się, bowiem pytanie o interpretację bardzo niedoskonałych kolorów, jakie uzyskiwano kiedyś w procesie druku (podłe farby i papier) oraz o zakres ingerencji w „oryginalne” dzieło twórcy, czyli poprawianie tego, co wydaje nam się nie dość dobre, zbyt jasne lub zbyt ciemne, zbyt nasycone lub blade, niedopowiedziane lub przeoczone, kiczowate, staroświeckie... itp. Wydawnictwo „Mandragora” wypuszczając na rynek „Tajfuna”, Tadeusza Raczkiewicza było często krytykowane za niezbyt dokładne odwzorowanie kolorów z pierwszej publikacji w „Świecie Młodych”. Ocena owych zabiegów jest zawsze dosyć subiektywna i wydawca, który podejmuje się takiego zadania wkracza na bardzo niepewny grunt. Naszym zdaniem, brak koloru w jakimkolwiek komiksie nie oznacza obniżenia jego atrakcyjności wizualnej i komercyjnej, o czym miłośnicy komiksu powinni już być przekonani obcując od lat z bardzo różnymi propozycjami polskich wydawnictw komiksowych.
czwartek, 17 września 2009
Binio Bill i Szalony Heronimo - plansze
„BB Team” ujawnia pierwsze plansze z komiksu oraz szczegółowe dane dotyczące tej publikacji. Album zostanie wydany w kolekcjonerskim nakładzie 1000 sztuk, z czego do bezpośredniej sprzedaży zostanie skierowanych około 900 sztuk. Wydawca nie planuje dystrybucji w dużych sieciach typu Matras i Empik (przynajmniej na razie). Będzie go można zakupić na stoisku wydawnictwa w trakcie MFKiG już od soboty 3 października, oczywiście w promocyjnej cenie. Podczas łódzkiego festiwalu zostanie zaprezentowana także wystawa westernowej twórczości Jerzego Wróblewskiego oraz odbędzie się spotkanie z Magdaleną Bochniak - córką autora (ŁDK, sala 221, sobota, godzina 11.45). „Binio Bill i Szalony Heronimo” zawiera 48 stron komiksu oraz tekst Macieja Jasińskiego przybliżający postać Binio Billa, ilustrowany niepublikowanymi szkicami Jerzego Wróblewskiego.


...................................................................................................................................
Dane techniczne albumu:
- ISBN: 978-83-929647-0-4
- Data wydania: Wrzesień 2009
- Data premiery: 03. 10. 2009 (MFKiG)
- Format: A4 (210 x 295)
- Druk: czarno - biały
- Oprawa: miękka ze skrzydełkami
- Liczba stron: 52
- Cena okładkowa: w sam raz, czyli 29,90 PLN
- Nakład: 1000 egzemplarzy
- Wydawca: BB Team


...................................................................................................................................
Dane techniczne albumu:
- ISBN: 978-83-929647-0-4
- Data wydania: Wrzesień 2009
- Data premiery: 03. 10. 2009 (MFKiG)
- Format: A4 (210 x 295)
- Druk: czarno - biały
- Oprawa: miękka ze skrzydełkami
- Liczba stron: 52
- Cena okładkowa: w sam raz, czyli 29,90 PLN
- Nakład: 1000 egzemplarzy
- Wydawca: BB Team
poniedziałek, 14 września 2009
Panie i Panowie!
Witam na nowym blogu. Ociągałem się z ujawnieniem jego istnienia, ponieważ planowałem uroczyste przecięcie wstęgi, ale co sprytniejsi zdążyli już wpisać się na listę obserwujących zanim pojawiły się pierwsze posty. Bieg zdarzeń sprawił, że zmieniłem swoje plany i niniejszym uznaję blog za otwarty! Powody jego powstania są dwa. Pierwszy i najważniejszy to Jerzy Wróblewski, którego twórczość ma szansę po wielu latach ponownie nam towarzyszyć w postaci komiksowych albumów. W związku z tym warto, aby także w internecie było miejsce, do którego będzie można zajrzeć i zapoznać się z różnymi informacjami dotyczącymi tego znakomitego twórcy. W pewnym sensie „Binio Bill i inni” będzie także spełniał funkcję oficjalnej witryny firmy „BB Team”, korzystając z materiałów udostępnionych przez to wydawnictwo i biorąc bezpośredni udział w promocji wszystkich publikacji. Ogarnięcie choćby tylko najważniejszych spraw będzie zadaniem dosyć czasochłonnym i dlatego liczę na pomoc kilku współpracowników, miłośników i znawców dokonań Jerzego Wróblewskiego. Aby jednak blog nie miał wyłącznie charakteru bazy danych, o J. Wróblewskim, postanowiliśmy poszerzyć jego formułę o przegląd najciekawszych zdarzeń z bydgoskiego podwórka komiksowego, bo przecież jest to miejsce zamieszkania wielu twórców komiksu i miejsce pochodzenia dla kilku kolejnych, którzy zdecydowali się na emigrację do innych miast. Tym bardziej, że niektórzy z nich nie otworzyli jeszcze własnego okienka w internecie a w zaciszu domowym rysują różne ciekawe rzeczy, które warto pokazać, Urbi et Orbi.
czwartek, 10 września 2009
Binio Bill
Zatem już wszystko jasne. Nowa oficyna wydawnicza „BB Team” założona przez córkę Jerzego Wróblewskiego zadebiutuje na naszym komiksowym rynku albumem „Binio Bill i Szalony Heronimo”. Komiks powstał w 1991 roku na krótko przed śmiercią Jerzego Wróblewskiego. Myślę, że postaci Binio Billa żadnemu miłośnikowi komiksów w Polsce nie trzeba przedstawiać a z zarysem opowieści wszyscy mogą zapoznać się w serwisach komiksowych. Spotkał mnie zaszczyt i ogromna przyjemność uczestniczenia w przygotowywaniu tego komiksu do druku oraz możliwość zaprojektowania okładki i różnych elementów graficznych dla tej publikacji oraz na potrzeby wydawnictwa „BB Team”. Rysunki na okładce to oczywiście fragmenty kadrów, które wyszły spod ręki Jerzego Wróblewskiego. Główny motyw z oryginalnego projektu okładki pojawi się za to w kilku wariantach i w kilku innych miejscach. Komiks wymagał solidnego opracowania pod względem graficznym i literackim, bo choć był ukończony, Jerzemu Wróblewskiemu zwyczajnie zabrakło czasu na dokonanie niezbędnego retuszu ilustracji jak i poprawki scenariuszowo - językowe. W tej ostatniej kwestii solidną robotę redakcyjną wykonali: Maciej Jasiński (scenariusz) oraz Sylwia i Maciej Kowalscy (korekta). Przy tej okazji należą się także podziękowania Romanowi Maciejewskiemu, który wspomagał mnie swoją znajomością programów do grafiki wektorowej. Romek zaprojektował również bardzo zgrabną czcionkę, na podstawie najładniejszych liter wybranych z oryginalnych dymków, co umożliwiło ich całkowitą wymianę. Kolejną osobą, zaangażowaną w publikację tego albumu jest Krzysztof Mirowski, który znakomicie orientuje się w meandrach komiksowego rynku i zajął się aktywnie różnymi działaniami promocyjnymi. Bardzo się cieszę, że to przedsięwzięcie znalazło wreszcie swój szczęśliwy finał. Oznacza to, bowiem, że znacznie dłużej zachowamy w pamięci twórczość J. Wróblewskiego, chociaż do tej pory miał w dorobku ponad sześćdziesiąt samodzielnych zeszytów i albumów komiksowych o łącznym nakładzie ponad ośmiu milionów egzemplarzy! Nie wątpię, że kolejny album z przygodami Binio Billa okaże się sukcesem, a to oznacza również, że prawdopodobnie światło dzienne ujrzą inne niepublikowane materiały z rodzinnego archiwum oraz wznowienia nieco już zapomnianych tytułów.
(10 wrzesień 2009 - materiał skopiowany z ajanicki.blogspot.com)
Etykiety:
BB Team,
Binio Bill,
Janicki,
Jasiński,
Kowalski,
Maciejewski,
Mirowski,
Wróblewski
Subskrybuj:
Posty (Atom)



