Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Awantura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Awantura. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 marca 2011

20 - lecie „Awantury” - Podsumowanie



Po kilku tygodniach wspomnień na temat magazynu „Awantura” nadszedł czas na ich podsumowanie.

Na trzon akcji „Awantura” składają się cztery główne artykuły, traktujące o historii magazynu oraz odsłaniające nieznane do tej pory materiały związane z pismem:

   * Historia „Awantury”

   * 20-lecie „Awantury”: część druga

   * „Awantura”: nieznane przygody

   * „Awantura”: post scriptum


Powyższe artykuły były równocześnie publikowane na Alei Komiksu i na naszym blogu, w cyklu „20-lecie „Awantury” (1, 2, 3, 4). Tutaj pojawiły się także dodatkowe materiały: cudem odnaleziony po latach pasek Sławomira Jezierskiego oraz artykuł „20-lecie „Awantury” - Okiem fana”.


Co więcej, kolejny „Awanturnik”, czyli Krzysztof Różański opublikował obszerne wspomnienia z czasów magazynu. Warto też rzucić okiem na ten oraz ten wpis z jego bloga, a także na wpis z bloga Andrzeja Janickiego - w każdym z nich znajdziemy kolejne grafiki oraz ciekawostki związane z „Awanturą”.


Nie oznacza to końca tematu „Awantury”. Już za jakiś czas, w momencie, którego się nie spodziewacie, ogłosimy kolejne niespodzianki związane z magazynem.

Karol Wiśniewski, współpraca Andrzej Janicki

czwartek, 10 marca 2011

20 - lecie „Awantury” - Post scriptum


Niejednokrotnie zastanawialiśmy się, co by było gdyby „Awantura” nie upadła w 1991 roku z powodu zawirowań z właścicielami magazynu, o którym to wspomnieliśmy w poprzednich artykułach. Są osoby, które twierdzą, że dalsza działalność magazynu, byłaby i tak niewielkim epizodem w historii polskiego komiksu.


 Przyjrzyjmy się jednak nazwiskom osób, które były z „Awanturą” związane: Birek, Janicki, Maciejewski, Marciniak, Michalski, Różański, Szyłak, Tkaczyk. Dodajmy tych, którzy mieli szansę dołączyć do magazynu w następnych numerach: Truściński, Mazur, Jezierski...

 Powyższe nazwiska zna każdy fan polskiego komiksu. To właśnie te osoby wywarły niebagatelny wpływ na nasze komiksowe lata 90. Mamy przed sobą: rysowników, scenarzystów, publicystów, redaktorów, organizatorów i popularyzatorów komiksu. Nie sposób zliczyć ile stron komiku powstało na wskutek ich pracy lub z inicjatywy.

 A wszyscy oni spotkali się w jednym magazynie na początku lat 90 - tych. Czyż może być, więc lepsza rekomendacja dla „Awantury”? Być może, zatem „Awantura” miałaby wielką szansę pozostawić po sobie znacznie ważniejszy ślad w polskim komiksie?


 Znakomita większość autorów i współpracowników „Awantury”, choć minęło dwadzieścia lat, wciąż jest obecna na komiksowej arenie. Spójrzmy na zarys ich dotychczasowego dorobku.

 Wojciech Birek - Niestety, dla tego autora rysowanie komiksów stało się zajęciem czysto hobbystycznym. Komiksową pasję realizuje znakomicie jako tłumacz komiksów francuskojęzycznych, publicysta i pracownik naukowy Uniwersytetu Rzeszowskiego. W 2004 roku za pracę „Główne problemy teorii komiksu” uzyskał tytuł doktorski z zakresu teorii literatury. Pisał scenariusze komiksowe m.in. do serii „Strażnicy Orlego Pióra” nieistniejącego już wydawnictwa „Mandragora”. Jest jurorem i stałym współpracownikiem MFKiG w Łodzi.

 Andrzej Janicki - Publikował w wielu czasopismach komiksowych, fantastycznych, komputerowych i prasie codziennej. Podejmował wraz z kolegami ze „Studia Komiks Polski” próby utworzenia kolejnych pism komiksowych. Znalazł się także w gronie założycieli i autorów magazynu „Produkt”. Przez kilka lat związany z wydawnictwem „Czarny Kruk” jako grafik i ilustrator. Autor plakatów, projektów okładek, rysunków satyrycznych. Współautor albumów: „Solidarność 25 lat: Nadzieja zwykłych ludzi”, „1981: Kopalnia wujek”, „11/11 – Niepodległość”. Aktywnie uczestniczy w zachowaniu pamięci o Jerzym Wróblewskim i przywróceniu czytelnikom jego twórczości.

 Jacek Michalski – Najbardziej doświadczony rysownik w zespole „Awantury” związał się z komiksem i ilustracją na dobre. Publikował w wielu magazynach komiksowych, wykonywał różnorodne projekty graficzne. Pokazał bardzo szeroki zakres możliwości rysunkowych od opowieści przeznaczonych dla dzieci, fantastycznych i sensacyjnych po... Erotyczne: „Obywatel w palącej potrzebie” i „Obywatele w miłosnych uściskach” do scenariuszy Jerzego Szyłaka. W ostatnich latach odnalazł się w komiksach o tematyce historycznej: „Solidarność - 25 lat. Nadzieja zwykłych ludzi”, „1956: Poznański Czerwiec”, „1981: Kopalnia Wujek”, „11/11 – Niepodległość”, „Powstanie Wielkopolskie...”, „1940 Katyń - Zbrodnia na nieludzkiej ziemi” i wygląda na to, że z podobnymi projektami wiąże swą najbliższą przyszłość w komiksie. Pracował jako twórca konceptów do gry komputerowej w firmie, „Flying Fish Works”.

 Roman Maciejewski - W ubiegłym roku opublikował komiks „Hexus”, narysowany jeszcze w latach 1993 - 97. Był to jednak całkowity przypadek. Maciejewski porzucił rysowanie komiksów, częściej zajmuje go pisanie m.in. wspomnień z trudnej służby w wojsku. Kolekcjonuje książki historyczne i fantastyczne, pracuje w firmie reklamowej.

 Tomasz Marciniak - Nie zajmuje się komiksem tak ochoczo jak kiedyś, ale nadal pisze i publikuje różne materiały m. in. o twórczości Bohdana Butenki. W roku 2010 był honorowym gościem „Sympozjum Komiksologicznego” odbywającego się w trakcie MFKiG, choć na samą imprezę nie dotarł. Między innymi z tego powodu, że poświęca się przede wszystkim roli badacza, podróżnika, znawcy Ormian oraz mniejszości etnicznych i narodowych w Polsce.

 Krzysztof „Kris” Różański - Od upadku „Awantury”, był aktywny jako ilustrator i twórca komiksów. Na pewien czas oddał się jednak branży reklamowej, gdzie realizował najróżniejsze zadania rysunkowe i projektowe by wreszcie wsiąknąć bardzo mocno w świat filmów animowanych. Współpracował i nadal współpracuje z Robertem Turło przy kilku animacjach, zdobywał polskie i zagraniczne nagrody w tej branży. Obecnie pracuje nad autorskimi pomysłami filmowymi, nadal wykonuje zlecenia jako ilustrator i powrócił do rysowania komiksów, czego przykładem jest „Szlag!” - bohater, którego losy możemy śledzić na jednym z blogów Krisa.

 Jerzy Szyłak – O dorobku profesora Uniwersytetu Gdańskiego, dr hab. Jerzego Szyłaka można by napisać bardzo dużo. Opublikował wiele scenariuszy, które realizowali zarówno mniej, jak i bardziej znani rysownicy a napisał ich jeszcze więcej. Jest teoretykiem komiksu o wyrobionej marce i autorytecie. Autorem książek poświęconych komiksowi i filmowi, artykułów i recenzji. To tylko skromny fragment Jego CV.

 Witold Tkaczyk – Wydawca i redaktor zasłużonego magazynu komiksowego „AQQ”, z wykształcenia architekt i historyk sztuki. Był szefem działu graficznego „Głosu Wielkopolskiego”, publikował w kilku tytułach prasowych w kraju oraz za granicą. Współpracownik i juror MFKiG. Prowadzi wydawnictwo „Zin Zin Press”, które jest prawdziwym potentatem w dziedzinie komiksów historycznych. W 2010 roku został uhonorowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Odznaką Honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

 Jerzy Wróblewski - Zmarł 10 sierpnia 1991 roku. Pozostawił po sobie ogromną ilość opublikowanych komiksowych plansz, ilustracji, żartów i projektów graficznych. Wiele z jego oryginalnych prac zaginęło wraz z upadającymi państwowymi wydawnictwami lub przepadło w szufladach nieuczciwych prywatnych zleceniodawców. Na szczęście nadal pozostaje do odkrycia spora część jego dorobku i bardzo ciekawa biografia. Nieustannie towarzyszy nam również nadzieja na powtórną publikację niektórych jego historyjek.


 Bardzo różnie i niestety w jednym przypadku nawet tragicznie potoczyły się losy i kariery twórców, którzy tylko otarli się o publikację na łamach „Awanatury”.

 Sławomir Jezierski - Przez wiele lat z sukcesem publikował ilustracje i komiksy. Zachwycał precyzyjną, bardzo elegancką, cartoonową kreską. Rysowany przez niego „Kic Przystojniak” (scen. Radosław Kleczyński) zdobył wielu fanów, a on sam zyskał opinię profesjonalisty, który nie wiedzieć, dlaczego nie jest jeszcze gwiazdą komiksu w całej Europie. Zupełnie niespodziewanie i z nieznanych przyczyn Jezierski porzucił rysowanie i nie wiadomo, czym się obecnie zajmuje.

 Maciej Mazur - Bezapelacyjny zwycięzca konkursu dla młodych rysowników w „Awanturze”. Wszechstronny komiksiarz, ilustrator oraz muzyk. Wymyślił i opublikował serię dowcipnych pasków z żabą w roli głównej pt. „Rechot”, z powodzeniem mierzył się z historią Polski w serii zeszytowej wydawnictwa „Mandragora”, rysował znanego z telewizji wesołego trolla imieniem Hugo, w magazynie poświęconym jego przygodom. Był zaangażowany w próby kontynuacji serii z Kapitanem Żbikiem. Podejmuje również starania o rysowanie komiksów dla francuskich wydawnictw.

 Przemysław „Trust” Truściński - Prawdziwa gwiazda polskiej sceny komiksowej. Często chwalony za ogromne możliwości rysunkowe i wyobraźnię, nagradzany za swą pracę, aktywny promotor komiksu w mediach. Niekiedy spotykający się także z krytyką środowiska a nawet złośliwymi komentarzami na komiksowych forach, dotyczącymi jego niektórych publikacji i działań. Bez wątpienia jeden z najciekawszych rysowników komiksu w Polsce, lecz wciąż bez swojego komiksowego „opus magnum”.

 Marek Wdziękoński - Miał zadebiutować na okładce szóstego numeru magazynu „Awantury”. Nie zadomowił się jednak na rynku komiksowym. Swoje możliwości prezentował w zaledwie kilku magazynach m.in. w „AQQ” i „Science Fiction”. Współpracował także z „Dziennikiem Bałtyckim” i co jakiś czas objawia się jako ilustrator książek dla dzieci.

 Sławomir Wróblewski - Wielu obserwatorów sceny komiksowej wskazywało, że jest jednym z najzdolniejszych rysowników w kraju. Jego kreskę porównywano do Grzegorza Rosińskiego i Hermanna, którego twórczości był wielkim fanem. Komiksów opublikował jednak niewiele. Współpracował z magazynem „Fan”, bywał ilustratorem, prowadził sklepik z zachodnimi komiksami, ale przede wszystkim zapisał się w pamięci jako redaktor prasy komiksowej. Najpierw był to dodatek komiksowy „Boom” w „Tygodniku Bałtyckim” a później samodzielny magazyn komiksowy „Super Boom!”. Sławomir Wróblewski zginął 7 lutego 2007 roku, w wypadku grupy polskich alpinistów na górze Matterhorn, w Alpach Zachodnich.

Andrzej Janicki, współpraca Karol Wiśniewski.

czwartek, 3 marca 2011

20 - lecie „Awantury” - Okiem fana


Ilustracja: Marcin Chudzik
  Piątka zapaleńców postanowiła zmienić szare, zacofane i bardzo dalekie od ich wyobrażeń oblicze polskiego komiksu na wzór tego, którym zachwyciła się po lekturze zachodnich magazynów i albumów komiksowych. Z numeru na numer „Awantura” krzepła i stawała się rozpoznawalna na polskim rynku. Rozwój był widoczny i co potwierdza się w zapowiedziach redakcji, zmierzał w bardzo słusznym kierunku. Niestety, rysownicy nie mieli szczęścia do sponsorów. Ukazały się tylko cztery numery pisma. O narodzinach „Awantury” i ciekawostkach związanych z magazynem mogliśmy poczytać w kilku odsłonach - wspomnieniach, napisanych przez Andrzeja Janickiego, Karola Wiśniewskiego i Krzysztofa Różańskiego (na jego własnym blogu). Ja, chciałbym zwrócić uwagę na historię, która się działa obok.

 W 1990 r. George Bush (senior), rozprawiał się na irackiej pustyni z polskimi czołgami należącymi do Saddama Husajna. Trwała wojna o Kuwejt. Była to pierwsza wojna (operacje „Pustynna Burza”, „Pustynny Miecz” i „Nagły Grom”) relacjonowana na żywo przez najważniejsze telewizje świata. Wojska koalicyjne pokonały złego dyktatora wiosną 1991 r.

 Tymczasem w Polsce, jesienią 1991 roku magazyn „Awantura” zakończył swój prasowy żywot. Poza tym - Milicja była już Policją, zamykano zakłady pracy, przedszkola, szkoły zakładowe a tuż obok, zupełnie niespodziewanie rodziły się ogromne fortuny. Prezydent RP, Lech Wałęsa miał swoją „Wojnę na górze” i wyrzucał z kraju radzieckie wojska. W kinach triumfowały oskarowe filmy: „Tańczący z wilkami” Kevina Costnera i świetny „Dick Tracy” Warrena Beatty. W tym roku był jeszcze niezniszczalny „Kevin sam w domu”, „Wojownicze Żółwie Ninja”, „Pamięć absolutna”... A wśród krajowych produkcji straszył (niskim poziomem) „Powrót Wilczycy” Marka Piestraka i całkiem realną grozą „Korczak” Andrzeja Wajdy. Wielki marsz ku sławie rozpoczął również Andrzej Sapkowski, publikując pierwszy zbiór opowiadań o „Wiedźminie”.

 Nasz, wygłodzony przez lata, rodzimy rynek komiksów żarłocznie pochłaniał przygody „Thorgala” i „Szninkiela” spółki Van Hamme - Rosiński, „Wieczną wojnę” Haldemana i Marvano, „Asteriksa” Goscinnego i Uderzo, Batmana w „Zabójczym żarcie” Alana Moora i Briana Bollanda...

 Młode wilki z Bydgoszczy (i nie tylko), też starały się mocno kąsać czytelników. Do dziś zwraca uwagę szata graficzna „Awantury”, chociaż dwadzieścia lat temu nie było mowy o komputerowym składzie, a redaktorzy korzystali jedynie ze swoich manualnych zdolności. Pismo miało lakierowaną okładkę, dobry papier, (który nie pożółkł mimo upływu 20 lat). Strony są solidnie spięte nie wylatują, jak to ma miejsce m.in. we współczesnych wydaniach miesięcznika „Star Wars”. Dzięki takim osobom jak: Jerzy Szyłak, Witold Tkaczyk, Tomasz Marciniak, mocną stroną pisma była również publicystyka przybliżająca polskim czytelnikom świat komiksu zachodniego.

 A jak same historie? Bez fajerwerków, ale bronią się do dzisiaj. W warstwie graficznej, najgorzej prezentuje się wykonana pospieszną, nazbyt szkicową kreską „Księga przejść” Romana Maciejewskiego. Ciekawie rozwijało się milutkie fantasy Krzysztofa Różańskiego „Oxana”, (w trzecim numerze możemy podziwiać tytułową heroinę w kąpieli:). Tu jednak można się czepiać koloru i mało odważnej kreski. „Polowanie” Witolda Tkaczyka i Andrzeja Janickiego rozgrywające się po wojnie atomowej, robiłoby wrażenie do dziś, gdyby nie zbyt patetyczny język. „Stalowa Twierdza” będąca w całości autorstwa Janickiego, zdradzała jego skłonność do fantastyki typu kosmicznego, która niestety nie cieszy się zainteresowaniem wśród krajowych autorów. Czekałem na większą dawkę tego typu historii. Andrzej Janicki dopiero wypracowywał swoją świetną kreskę. Znakomicie prezentują się wykonane przez niego reklamy pisma, ilustracje i satyryczny obrazek z lwem, na ostatniej okładce trzeciego numeru. W rysunkach A. Janickiego i J. Michalskiego widać wpływ filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem i Sylvestrem Stallone. Jacek Michalski szybko zaczął igrać z tradycyjną anatomią i proporcjami postaci w swoich komiksach. W „Samotniku” poszukiwał jeszcze swojego stylu, by w „Conanie...” go znaleźć. Temu rysownikowi odwagi na pewno nie zabrakło. Mięśnie rysowanych przez niego osiłków puchną jak bąble na powierzchni gotującej się zupy. A, że komiksowa zupa nie była za słona, świadczyły pochwalne listy czytelników (mowa o komiksie „Conan & Atala”). Jednak to chyba „Miasto trędowatych” Wojtka Birka wygrałoby ranking popularności. Nie można pominąć komiksu z serii „Binio Bill”, mistrza Jerzego Wróblewskiego, z którym redakcja ledwie rozpoczynała współpracę.

 Żal, że przygoda z „Awanturą” trwała tak krótko. Podejrzewam, że teraz, nauczeni doświadczeniem twórcy, poprowadziliby magazyn pewniejszą ręką i zamiast „Awantury” zrobiliby prawdziwą ROZRÓBĘ!

Marcin Chudzik

poniedziałek, 28 lutego 2011

20 - lecie „Awantury” - Życie jest piękne


 Przerzuciłem kilkanaście starych teczek, takich zwykłych wiązanych, z szarego i białego kartonu. Nie ruszałem ich od lat, ponieważ wydawało mi się, że mniej więcej wiem, co zawierają i nie były to żadne z tych rzeczy, które powinny znajdować się tuż pod ręką. Są świadectwem mojego maniakalnego zbieractwa różnych wycinków prasowych, pożółkłych już zdjęć wyciętych ze starych numerów tygodników „Film” i „Ekran”, mądrości życiowych wyrwanych z magazynów dla kobiet i niezwykle przydatnych informacji zapisanych odręcznie na karteluszkach, jak na przykład słowo ożywiające Golema! W dobie internetu mógłbym się już pozbyć tej makulatury, ale... No, może kiedyś.

 W jednej z owych teczek odkryłem kilka egzemplarzy gazetki komiksowej „Boom”, która była częścią „Tygodnika Bałtyckiego” zarządzaną przez Sławomira Wróblewskiego. Sławek nabywał tam doświadczenia w redakcyjnej robocie nim rzucił się na głęboką wodę z własnym magazynem komiksowym „Super Boom!”. Oprócz tego znalazłem trzy zdjęcia wycięte z czasopism, a na nich: posągowy Yul Brynner, młoda i śliczna Nastassja Kinski oraz scena z westernu „Silverado”. Ponadto odbitkę ksero mojego rysunku, który słusznie pozostawał w ukryciu od 1992 roku oraz... „Życie jest piękne” - pasek Sławomira Jezierskiego narysowany dla „Awantury”, oryginał! Tak, to ten sam pasek, o którym wspominaliśmy z Karolem Wiśniewski w drugiej części wspomnień o magazynie, uznany przeze mnie za bezpowrotnie stracony dla potomnych. Przez chwilę byłem bardzo szczęśliwym człowiekiem i teraz mogę się podzielić tą radością z fanami kreski Sławka Jezierskiego. Pasek nie był publikowany w magazynie i nie bardzo pamiętam, w którym numerze miał być zamieszczony. Nieważne, odnalazł się...


czwartek, 24 lutego 2011

20 - lecie „Awantury” - część trzecia


Gwałtowny koniec „Awantury” postawił jej czytelników w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Rozpacz tym większa, że następne odcinki przygód ich ulubionych bohaterów zostały w większości już narysowane – po prostu przestał istnieć magazyn, w którym można by je opublikować. Przez pewien czas zarówno redaktorzy, jak i czytelnicy żywili nadzieję, że „Awantura” jeszcze się odrodzi, w tej lub innej formie, niestety, życie potoczyło się swoim własnym torem.

 Paradoksalnie jednak właśnie dzięki temu mamy niesamowitą przyjemność pokazać wam w większości nieznane do tej pory komiksy, które ukazać się miały w „Awanturze” z numerem 5 i tym samym po 20 latach zakończyć kilka komiksowych cyklów.

 Wypadałoby zacząć od okładki. Piąty numer miała przyozdobić ilustracja z „Miasta Trędowatych", która niestety, zaginęła w mrokach historii i pomimo naszych starań nie udało się jej odnaleźć. Mamy za to trzeci epizod samego komiksu, który dotychczas nie ukazał się drukiem, a na który można było się natknąć w internecie, z tym, że dzięki uprzejmości Wojciecha Birka prezentujemy go w jakości więcej niż przyzwoitej.

 Czytelnicy z pewnością zauważą, iż odcinek trzeci – na co wskazuje fabuła – nie jest odcinkiem ostatnim. Cykl był planowany na osiem epizodów, co miało się przełożyć na 64 strony komiksu z dość mrocznym zakończeniem, którego nie będziemy ujawniać gdyż... No właśnie, może trzeci epizod ukaże się w końcu drukiem, a wraz z nim pozostałe? Stay tuned, jak mawiają za wielką i małą wodą. I jeszcze mała ciekawostka: pierwsze plansze „Miasta Trędowatych” zostały przerysowane przez Macieja Mazura i ukazały się w trzecim numerze „AQQ”.
Miasto Trędowatych, odc 3 - scenariusz i rysunki: Wojciech Birek
 Naśladując kolejność, w jakiej zwykle ukazywały się komiksy w „Awanturze”, następny powinien być „Conan & Atala” vel „Drakon & Onea”. I tak właśnie jest! Dzięki uprzejmości Jacka Michalskiego możemy podziwiać trzeci i zarazem ostatni epizod cyklu. Jest on w większości pozbawiony liternictwa, ale jak już wspominaliśmy, ten komiks to adaptacja „Córki lodowego olbrzyma”, więc wystarczy sięgnąć po opowiadanie Roberta E. Howarda, by dopowiedzieć sobie brakujące kwestie. Myślę jednak, że nawet i bez jego lektury śledzenie fabuły nie będzie sprawiało problemów. Przy okazji zwróćmy uwagę jak bardzo śmiała pod względem naturalizmu (zwłaszcza nagości) jest praca Michalskiego oraz jakaż to hollywoodzka gwiazda została „zatrudniona” do roli Atalii/ Onei.

 
Drakon & Onea, odc. 3 - scen. A.Janicki, rys. J. Michalski
 Nadszedł czas na „Stalową Twierdzę” Andrzeja Janickiego. Niestety, niewiele zachowało się z ambitnego cyklu sf, który był planowany, na co najmniej kilka epizodów. Fabułę tej opowieści można by nieco przyrównać do słynnego „Avatara” - Jamesa Camerona, bowiem przewodnia intryga dotyczyła starcia dwóch obcych cywilizacji.

Stalowa Twierdza, odc. 2 (plansz i projekt postaci) - scenariusz i rysunki: A. Janicki
 Do końca „Oxany” Krzyszofa Różańskiego został tylko jeden epizod. Szczęściem w nieszczęściu, zdołał dotrwać do naszych czasów w wersji czarno-białej. Autor planował kontynuację tej fabuły poprzez stworzenie własnego „uniwersum” osadzonego w świecie Oxany, gdzie mógłby swobodnie podróżować od bohatera do bohatera i od tematu do tematu. Zamysł jednak nie został zrealizowany.

Oxana, odc. 5 - scenariusz i rysunki: Krzysztof Różański
 Na zakończenie prezentujemy piąty epizod „Księgi Przejść” w wersji czarno-białej. Jest to ostatnia zachowana część cyklu, który był prawdopodobnie planowany w objętości albumowej. Można, więc wnioskować, że do finału zabrakło jakichś 2-3 epizodów.

Księga Przejść, odc. 5 - scenariusz i rysunki: Roman Maciejewski
 W piątej „Awanturze” miał się ukazać także drugi epizod „Śladami Kida Walkera”.  Co miało nastąpić potem? Plany „Awanturników” sięgały daleko naprzód. W szóstym numerze nastąpić miała publikacja sześcioplanszowego komiksu Macieja Mazura (rys.) i Janusza Jarosza (scen.) pt. „Haianord” nagrodzonego w konkursie „Awantury”. Gotowy do druku (z kolorami Tomasza Piorunowskiego) był „Kandydat” Przemysława Truścińskiego, później opublikowany w „Super Boom” 3/93 oraz „Komiks Forum” numer 2. Co ciekawe, były także plany publikacji czeskiego komiksu „Arnal” autorstwa K. Saudka – dwie jego ilustracje pojawiły się w trzeciej „Awanturze”. W kwestiach publicystyki – na publikację czekał tekst Jerzego Szyłaka, którego tematem był Philippe „Caza” Cazaumayou, oraz artykuły Tomasza Marciniaka.

 Dalsze „awanturnicze” plany Andrzej Janicki po części odsłonił w artykule „20 - lecie „Awantury” - część druga”. Można tam zobaczyć m.in. okładkę Marka Wdziękońskiego do szóstego numeru magazynu, a także przeczytać o „Gladiatorze” (niezrealizowanym komiksie sf Michalskiego), który miał mieć swoją premierę właśnie w szóstym numerze. Poza tym Krzysztof Różański wspomina, że oprócz planów dotyczących „Oxany” chciał narysować jakiś szort, miały powstać kolejne odcinki „Miasta Trędowatych”, „Stalowej Twierdzy”, „Księgi Przejść”.

 Mamy nadzieję, że w dzisiejszym odcinku wspomnień o „Awanturze” fala nostalgii poniosła was prosto do początków lat 90-tych. Na otarcie ewentualnych łez mamy ilustrację Krzystofa Różańskiego, jaka miała się znaleźć na wewnętrznej części okładki.

Awantura 5, okładka „B” - rysunek: Krzysztof Różański

Karol Wiśniewski, współpraca Andrzej Janicki i pozostali członkowie redakcji magazynu „Awantura”.

czwartek, 17 lutego 2011

20 - lecie „Awantury” - część druga

 
Po przedstawieniu zarysu historii „Awantury” możemy przystąpić do wyjaśnienia niektórych zagadek, od lat prześladujących uważnych czytelników magazynu. Ujawnimy również kilka ciekawostek z nim związanych, do dzisiaj skrzętnie skrywanych w archiwach redakcji.

 Wspominaliśmy już o tym, że siedziby redakcji i wydawcy znajdowały się w dwóch różnych miastach, co teoretycznie miało sprzyjać nieskrępowanemu kształtowaniu oblicza pisma. Kulisy powstawania magazynu nie były jednak wolne od konfliktów z firmą Horus/Artex a bezpośrednio z Krzysztofem Buko, koordynującym współpracę „Awanturników” z wydawcą. Trwały spory o finansowanie redakcji, czyli zakup materiałów, podróże, telefony i prowadzenie korespondencji, wynagrodzenia i współpracę z nowymi rysownikami a przy okazji pierwszego numeru także o angażowanie całej ekipy w dystrybucję paczek z „Awanturą” po różnych miejscach sprzedaży.

Kopia zamówienia, na 3000 egz. pierwszego numeru „Awantury”.
  
 W związku z tym, że pierwszy numer pisma był, w pewnej części, sprzedawany poza siecią „RUCH” powstała ulotka oraz plakat reklamujący nowy tytuł na rynku.

 Czarno - biała ulotka (format A5), zawierała wyłącznie skrótową, opisową prezentację zawartości „Awantury” oraz informacje dla dystrybutorów, adres firmy PPUH „Horus” i numer telefonu oddziału handlowego w Bydgoszczy. W rolę przedstawiciela handlowego wcielał się wtedy sam Jacek Michalski, jedyny reprezentant zespołu autorów w zarządzie firmy i to jego ówczesny numer został umieszczony na ulotce.


 Plakat prezentował się znacznie ciekawiej, chociaż złośliwcy mówili, że z powodu wykorzystanych na nim kolorów (jaskrawej czerwieni i żółci) przypomina ogłoszenie ostrzegające o rozłożonej trutce na szczury. Autorem plakatu jest Andrzej Janicki, ale projekt wykorzystuje trzy postacie zapożyczone z kadrów Michalskiego, portret dziewczyny jest kopią ilustracji Różańskiego a postać zamknięta w ramce, jest rysunkiem Janickiego. Taką technikę przygotowania plakatu wymusiły warunki druku, potrzeba dopasowania pewnych jego fragmentów. Poza tym alternatywna możliwość złożenia plakatu z kserokopii była kłopotliwa i często nie zapewniała odpowiedniej jakości. Cała ilustracja została podpisana pseudonimem „wagner”, do czego powrócimy za chwilę. Plakat został wydrukowany w dwóch formatach (316x461 oraz A4), na papierze kredowym.

 Drukiem ulotki i plakatu zajmował się redaktor techniczny magazynu - Michał Małecki. Nakład jest nieznany.

 Pierwszy numer „Awantury” niesie ze sobą kolejną, drobną tajemnicę. Szukając odpowiedniego motywu do zilustrowania premierowej okładki, Janicki wytropił w szkicach Michalskiego, które zawsze w sporej ilości i nieładzie błąkały się po pokoju Jacka, rysunek przedstawiający jakiegoś futurystycznego wojaka, czy może cyborga. Upozowanie postaci, oryginalność konceptu i jej charakter nadawały się znakomicie do zobrazowania profilu i zawartości pisma. W końcu, „Awantura” zamierzała prezentować komiksy dla starszej młodzieży, odważniejsze, no i przede wszystkim z zakresu szeroko pojętej fantastyki. Jacek Michalski do dzisiaj nie lubi powracać do swoich starszych projektów i rysunków, natomiast Janickiego zawsze pociągały te niewykorzystane pomysły. W ten sposób nie pierwszy i nie ostatni szkic Jacka, jak się przekonaliśmy po wieloletniej współpracy tych autorów, trafił na warsztat Andrzeja.


Michalski i Janicki jeszcze trzy razy połączyli swoje rysunkowe siły na łamach magazynu. Druga ilustracja oparta na długopisowym szkicu Jacka Michalskiego została umieszczona na okładce „B” numeru drugiego. Postać jadąca na fantastycznym jednokołowym motocyklu powstała jako rysunek koncepcyjny do albumowego debiutu Michalskiego „Zagadka Metropolii”, w 1989 roku. Także i tym razem pod obrazkiem widnieje podpis „wagner”... Podpis fikcyjnego rysownika wymyślonego na potrzeby opisywania ilustracji wykonanych wspólnie!


 Kolejnym przypadkiem współpracy tej dwójki była okładka numeru trzeciego, ta z Conanem. Tutaj Janicki tylko wspomógł Michalskiego podczas kładzenia koloru. Ich ostatnia rysunkowa kooperacja na łamach „Awantury” miała miejsce w numerze czwartym, przy okazji zapowiedzi pierwszego łódzkiego konwentu komiksowego. W tym wypadku Janicki przerobił kadr z wczesnego i niepublikowanego komiksu Michalskiego pt. „Mureno”. Jednak, wymyślonego rysownika o pseudonimie lub nazwisku „wagner” uznano za zbyt pretensjonalnego i pod rysunkiem pojawił się podpis „Studio Komiks Polski”.

 Powróćmy do drugiego numeru „Awantury” by wyjaśnić dwie ewidentne pomyłki drukarskie, które przytrafiły się magazynowi podczas niełatwej współpracy z Prasowymi Zakładami Graficznymi w Bydgoszczy. Dodajmy, przy okazji, że PZG przy ul. Dworcowej 13 od dawna już nie istnieją. Pomimo sprawdzenia, naniesienia drobnych poprawek i zatwierdzenia próbnych wydruków, drukarze popełnili błąd na stronach 23 i 24 tego numeru. W pierwszym przypadku kreatywni fachowcy zamienili kolejność łamów tekstu a na następnej stronie dorzucili lustrzane odbicie ilustracji i nagłówka towarzyszących ogłoszeniu konkursu.

Kopia próbnego wydruku strony.
 Z drugim numerem pisma wiąże się jeszcze jedna zagadka. Na okładce „D” z ilustracją Andrzeja Janickiego widzimy logo z napisem AIRPRESS, wklejone jakby trochę „przypadkowo”. Otóż jest to „kryptoreklama” narzucona przez wydawcę i wynikająca z jakiegoś nieznanego redakcji porozumienia zawartego z tą funkcjonującą do dzisiaj firmą. Specjalnością firmy AIRPRESS są: sprężarki, instalacje pneumatyczne, narzędzia, agregaty prądotwórcze, zbiorniki osuszacze powietrza, akcesoria pneumatyczne, myjnie wysokociśnieniowe, podnośniki, pistolety lakiernicze, filtry, mikrofiltry...


 Ostatniego, czwartego numeru „Awantury” nie dotyczą tajemnice szczególnej wagi. Informacja o tym, że kolory w komiksie „Śladami Kida Walkera”, Jerzego Wróblewskiego wykonała Gabriela Maciejewska, żona Romana jest już znana. Interesująca wydaje się jednak efektowna zapowiedź komiksu „Gladiator” zamieszczona na okładce „D” tegoż numeru. Z okruchów pamięci Andrzeja Janickiego, który wymyślił tę historię wynika, że pierwszy odcinek serii miał się ukazać w numerze szóstym a do rysowania plansz przygotowywał się Jacek Michalski. A jaka to miała być opowieść? No cóż, nie zachował się ani skrawek scenariusza, ale wiadomo, że... Byłby to futurystyczny odpowiednik „Krwawego sportu” z elementami sensacyjnymi, szpiegowskimi. Akcja miała się rozgrywać na ogromnym sztucznym satelicie krążącym wokół Ziemi, który służył jako centrum rozrywek wszelakich i arena widowiskowa w typie Circus Maximus, z inscenizacjami godnymi Nerona. To się nazywa koncept, niemal godny Jodorowskiego!


 Redakcja „Awantury” już od pierwszego oficjalnego wyjazdu na prehistoryczny konwent zorganizowany przez Roberta Łysaka poszukiwała nowych współpracowników. Efektem zaciągu poczynionego w 1991 roku, w Kielcach był komiks „Kandydat” Przemka Truścińskiego, który nie doczekał się jednak publikacji w „Awanturze”. Nadrobił to dopiero kilka lat później Sławomir Wróblewski (Cześć Jego Pamięci!) w magazynie „Super Boom!”. Kolejne zabiegi zespołu dotyczyły także innych znakomitych rysowników. W archiwum zachowały się ślady po kontaktach ze Sławomirem Jezierskim i w/w Sławomirem Wróblewskim. Bardzo cenną pamiątką po wymianie korespondencji ze Sławkiem Jezierskim, która na szczęście zachowała się w zbiorach Andrzeja Janickiego, jest oryginalna kartka z życzeniami świątecznymi dla redakcji. Jezierski specjalnie dla „Awantury” narysował także czarno - biały pasek, którego niestety nie udało się odnaleźć.

Kartka z życzeniami od Sławomira Jezierskiego.
Kadr z komiksu S. Wróblewskiego.
 Na kolejny nabór autorów „Awanturnicy” wybrali się do Gdańska. W spotkaniu, które miało miejsce w akademiku ASP, przeniesionym później do pobliskiego baru, brało udział wiele osób. W pamięci Janickiego i Różańskiego zachowały się dwa nazwiska: Marek Wdziękoński i Jarosław Wróbel. Współpraca z Jarosławem Wróblem nie wypaliła, bowiem wraz ze świetnym portfolio przedstawił bardzo wysokie wymagania finansowe. Natomiast Marek Wdziękoński sprawiał wrażenie twórcy skorego do współpracy, co udowodnił oferując (na miejscu) dwie ilustracje przygotowane pod kątem „Awantury”. Krzysztof Buko, uczestniczący w tych rozmowach, zdecydował o kupieniu tylko jednej z nich. Janicki i Różański musieli podjąć trudną decyzję. Wybrana ilustracja idealnie pasowała do profilu magazynu, o czym można się przekonać na załączonym obrazku. Czy szósty numer „Awantury” z ilustracją Wdziękońskiego miałby się, czego wstydzić stojąc, na przykład, obok magazynu „Heavy Metal”?

Projekt okładki z ilustracją Marka Wdziękońskiego.
 Kończymy przegląd ciekawostek związanych z magazynem. Historia „Awantury” budziła także zainteresowanie po zamknięciu magazynu. Kilkukrotnie na ten temat wypowiadali się Tomasz Marciniak i Andrzej Janicki. Artykuł Janickiego pt. „Cała prawda o Awanturze” został opublikowany w angielskojęzycznym informatorze wydawanym przez Witka Tkaczyka „Comics News Service from Poland”, w 1992 roku, a w październiku 1993 tekst znalazł się także w „dziale komiksowym” prowadzonym przez Tkaczyka na łamach „Głosu Wielkopolskiego”. Artykuł Tomasza Marciniaka „Awantury i wybryki” (z komentarzami Janickiego) był natomiast elementem specjalnego numeru magazynu „Komiks Forum” - październik 1996, poświęconego Studiu Komiks Polski.


 Andrzej Janicki, współpraca - Karol Wiśniewski.

czwartek, 10 lutego 2011

20 - lecie „Awantury” - część pierwsza


Czym była „Awantura”? W największym skrócie: był to magazyn komiksowy, wychodzący w Polsce w latach 1990-1991, prezentujący polskie komiksy. Ukazały się cztery numery, po czym pismo upadło, choć nie z powodu braku czytelników. Z uwagi na niedawną rocznicę 20-lecie powstania magazynu chcielibyśmy przybliżyć jego historię i dorobek, a także wyciągnąć z rękawa nasze asy: niepublikowane do tej pory materiały związane z pismem. 

 
 Licząc, że przyciągnęliśmy waszą uwagę, ponownie zadajemy pytanie, „Czym była „Awantura”, tym razem udzielając znacznie dłuższej odpowiedzi...

 U schyłku lat 80. do głosu dochodziło nowe pokolenie polskich komiksiarzy: rysowników, scenarzystów oraz publicystów. Rychło okazało się, że choć są grupą liczną, to jednocześnie ich głos może w ogóle nie być usłyszany. Brakowało, bowiem magazynu komiksowego, gdzie mogliby publikować swoje prace. Praktycznie jedyny stały periodyk komiksowy, czyli „Komiks-Fantastyka” (później lepiej znany jako „Komiks”) czynił to sporadycznie, inne czasopisma np. „Świat Młodych” nie akceptowały żadnych „ostrzejszych” komiksów.

 Jak się potem okazało, kluczowy okazał się rok 1990, gdy w odstępie niewielkiego przedziału czasu powstały dwa magazyny, które postanowiły postawić wyłącznie na polski komiks: „Fan” (znany też jako "Komiks Fan" lub "Fan Komiks") i „Awantura”. „Fan” - być może nieświadomie - zaprezentował historie skierowane do młodszego czytelnika, łagodniejsze zarówno w formie jak i w treści. Pismo, które przetrwało 3 numery, pamięta się głównie z racji niedokończonego komiksu („Zbyt długa Jesień”) duetu Szyłak/Jezierski oraz publikacji jednej nowelki autorstwa Jerzego Skarżyńskiego.


 „Awantura” natomiast pokazała pazury nowej fali polskiego komiksu. Historia powstania magazynu rozpoczyna się w grudniu 1988 r., wraz z momentem powstania Studia Komiks Polski, spółki zawiązanej przez miłośników i twórców komiksu w składzie: Tomasz Marciniak, Andrzej Janicki, Roman Maciejewski, Jacek Michalski oraz Krzysztof Różański. SKP przybrało formę spółki z o.o., której głównym celem było wydawanie własnego magazynu komiksowego oraz propagowanie komiksu przez publikacje, warsztaty, wystawy itp. W ten sposób SKP stało się najprawdopodobniej pierwszą w Europie Wschodniej firmą mającą zajmować się wyłącznie komiksem.
 Jak każde przedsięwzięcie tworzone przez małe grupki zapaleńców, również i to nie narzekało na nadmiar funduszy koniecznych do prowadzenia profesjonalnej działalności. Długie poszukiwania inwestora i wydawcy (pukano m.in. do wrót firmy Baltica, która planowała swój własny magazyn komiksowy) nie były zbyt owocne, acz w międzyczasie nawiązano wiele kontaktów w środowisku komiksowym. Niezbyt optymistyczna sytuacja zmieniła się niespodziewanie po przypadkowym spotkaniu Tomasza Marciniaka i Krzysztofa Buko w Chełmnie, rodzinnym mieście T. Marciniaka. Buko skontaktował SKP z kilkoma biznesmenami z Chełmna i udało się przekonać ich, aby zaryzykowali swoje pieniądze, wydając magazyn pod szyldem specjalnie w tym celu powstałej spółki Horus. W ten sposób narodził się magazyn „Awantura” z Andrzejem Janickim jako red. naczelnym. W ramach ciekawostki: nazwa czasopisma została wymyślona podczas burzy mózgów mającej miejsce w mieszkaniu Jacka Michalskiego - podczas niej pod uwagę brane były również tytuły „Adventure” oraz „Avanti”(!). Logo pisma oraz winietę zaprojektował Krzysztof Różański.

 Początki magazynu były słodko-gorzkie. Z jednej strony zrealizowano wielkie marzenie SKP: powołano do życia magazyn publikujący wyłącznie komiksy polskich autorów. Krzepiąca była również pełna niezależność redakcji, której dano wolną rękę w kształtowaniu formuły pisma i doborze prac. Redaktorem technicznym pisma został Michał Małecki, doświadczony drukarz, zajmujący się wyłącznie kwestiami dot. druku magazynu.

 Oczywiście była też i druga strona medalu. Samo tworzenie pisma komiksowego w latach 1990-1991 wymagało o wiele więcej trudu i cierpliwości niż dzisiaj – nie tylko z powodu braku komputerowego składu. „Awantura” powstawała praktycznie w domowych warunkach, chałupniczymi metodami, które najlepiej podsumowuje Różański wspominając: „klej, nożyczki, ksero i literki wyciskane z foliowych wzorników, były naszą bronią”. Do tego dochodziła konieczność zajmowania się sprawami administracyjnymi oraz dystrybucją. Dodajmy, że siedziba wydawnictwa znajdowała się w Chełmnie, ale całość prac nad pismem i spotkania redakcyjne miały miejsce w Bydgoszczy (głównie w mieszkaniu Michalskiego), gdzie mieszkała cała redakcja za wyjątkiem Marciniaka, który studiował i mieszkał w Toruniu.


 Wysiłki, SKP przyniosły jednak efekty. Pierwszy numer ukazał się w grudniu  1990 r. Liczył 36 stron, z czego połowa była w kolorze. Zawierał cztery komiksy, pierwszą część cyklów „Księga Przejść” Romana Maciejewskiego oraz „Oxana” Krzysztofa Różańskiego, komiksową nowelkę „Marzenie” Andrzeja Janickiego, i pierwszą (z dwóch) części „Samotnika” Jacka Michalskiego. Wszystkie komiksy obracały się w elementach fantasy i SF.

 Całość dopełniał artykuł Jerzego Szyłaka o francuskim artyście znanym jako Philippe Druillet. Warto też wspomnieć o konkursie, w którym w zamian za kupon wycięty z pisma można było wygrać odtwarzacz video (niezły rarytas jak na tamte czasy). Wspominam o tym, gdyż zwycięzca owego konkursu faktycznie nagrodę swoją otrzymał, o co w dobie błyskawicznego powstawania i upadania różnych magazynów (ktoś pamięta magazyn „Miliarder”?), nie było wcale łatwo.

 Co ciekawe, w pierwszym numerze brak było wstępniaka obwieszczającego czytelnikom „Oto jesteśmy. Redakcja”. Wstępniaków odredakcyjnych próżno szukać też w następnych numerach, zamiast nich, obok stopki, umieszczane były natomiast cytaty teoretyków i artystów komiksowych na temat tegoż medium.

 Numer drugi zawierał kontynuacje „Księgi Przejść” oraz „Oxany” jak i ostatnią część „Samotnika”. Proporcje między częścią kolorową, a czarno-białą zostały zachowane, dział publicystyczny tym razem reprezentował Edward Owczarek z artykułem na temat opowiadania obrazem. Równocześnie ogłoszono także konkurs dla rysowników, scenarzystów oraz publicystów i zapowiedziano start listy przebojów komiksowych.


 Gwoli ciekawostki, okładka Jacka Michalskiego do drugiego numeru była malowana farbami olejnymi, na dużej płycie pilśniowej. Powstawała w małym pokoiku autora, na wskutek czego ten zatruł się oparami farb i terpentyny. Ponoć do dzisiaj nie tknął farb olejnych.

 Pierwsze dwa numery można w zasadzie uznać za przymiarkę do formuły „Awantury”, która nastąpiła wraz z numerem trzecim. Już okładka z Conanem w pozie bojowej pokazuje, że z „Awanturą” nie ma żartów. W środku magazyn nie dość, że przytył do 48 stron w całości w kolorze, to i same komiksy zyskały na jakości. Kolorowy pochód rozpoczyna pierwszy epizod „Miasta Trędowatych” Wojciecha Birka, niechybnie efekt fascynacji autora frankofońskim komiksem przygodowym. Fascynacji przynoszącej bardzo dobre efekty – o ile graficznie komiks mógłby być ciut lepszy, to scenariusz to tej pory wywiera bardzo pozytywne wrażenie, wręcz zachęca do dokończenia cyklu. 


 Następnie mamy do czynienia z nowelką SF „Polowanie” w post-apokaliptycznych klimatach, duetu Tkaczyk (scenariusz) & Janicki (rysunek), równie sprawnie narysowaną, co opowiedzianą. W pierwotnej wersji komiks narysował sam Witold Tkaczyk już w 1989, wersja z „Awantury” została poddana adaptacji przez Janickiego. Dodam, że wersja Tkaczyka ukazała się ostatecznie drukiem w „AQQ” 31 (2004 r.).

 „Conan & Atala” to z kolei pierwszy epizod komiksu oparty na motywach opowiadania Roberta E. Howarda, pt. „Córka lodowego olbrzyma”. Miejscami oparty dość luźno, gdyż zamiast skrócenia prozy Howarda, duet Janicki/Michalski rozszerzył opowieść o własne pomysły. W rezultacie tego zamiast adaptacji-kalki wyszła bardzo zgrabna opowieść, którą i znający „Córkę...” przeczyta z przyjemnością, zwłaszcza, że w pierwszym epizodzie Michalski naprawdę pokazuje, co potrafi. Dodam jeszcze, że komiks momentami jest dość naturalistyczny: brutalny, krwawy i bez listków figowych.

 „Awantura”, bowiem, to produkt dla prawdziwych mężczyzn (broń Boże „komiks dla prawdziwych mężczyzn”), których z pewnością zainteresował kolejny epizod „Oxany”, z dość ponętną główną bohaterką. Całości dopełnia trzecia część „Księgi Przejść”, która wyraźnie się rozkręciła po dwóch „wstępnych” epizodach oraz całostronicowa komiksowa ilustracja duetu Szyłak/Janicki.

 Także i dział publicystyczny zyskał na objętości. Witold Tkaczyk relacjonował Międzynarodowe Targi Książki w Goeteborgu, a raczej ich komiksową część – COMICS `90. Z kolei Tomasz Marciniak opowiedział o swojej wizycie na I Czechosłowackim Dniu Komiksu (listopad 1990 r.). Poniżej zanotowano także, że 2 lutego 1991 roku odbył się pierwszy Konwent Twórców Komiksu w Kielcach, z którego powstało przyszłe MFK, a od 2008 roku również „iG”.

 Korzystając z tematu do wspominek, zamieszczam także i pierwsze notowanie Komiksowej Listy Przebojów z tegoż numeru wraz, z którą Andrzej Janicki zamieścił dłuższy komentarz na temat stanu rynku komiksowego.

1. Thorgal: Czarna Galera
2. Hugo: Błękitna Perła
3. Wieczna Wojna
4. Thorgal: Wilczyca
5. Binio Bill: Skarb Pajutów
6. Batman: Zabójczy Żart
7. Kajko i Kokosz: Mirmił w opałach
8. Szninkiel
9. Onna
10. Dwie podróże Guliwera

Prawda, że ciekawe? Gdyby przejrzeć półki sklepów komiksowych okazałoby się, że można kupić to samo, co w roku 1991, przy tak samo skaczących w górę cenach. To żart oczywiście... Zauważę, że o ile o Binio Billu pamięć jest żywa do dzisiaj, to mało, kto już pamięta o wcale niezłych „Dwóch Podróżach Guliwera” Muldyńskiego i Pawlaka. A „Onna”? Kto z „młodych” wie, że wydano u nas taki komiks?

 Wracając do „Awantury”. Czwarty numer ukazał się w październiku 1991 r. i kontynuował chwalebne tradycje poprzednika: ponownie 48 stron w kolorze. I to stron całkiem niezłych, gdyż kolejne części „awanturowych” seriali trzymają dość wysoki poziom. Co ciekawe, „Conan i Atala” został przemianowany na „Drakon & Onea” (a do obsady dołączyła Sharon Stone), powodem tego był możliwy konflikt na tle praw autorskich z wydawnictwem As-Editor, acz legalność komiksów tego edytora do tej pory poddawana jest w wątpliwość. W numerze można było też przeczytać: pierwszy odcinek „Stalowej Twierdzy”,  SF Andrzeja Janickego, oraz pierwszą część „Śladami Kida Walkera” Jerzego Wróblewskiego, wcześniej drukowaną w „Świecie Młodych”.


 Publicystyką zawładnął Jerzy Szyłak produkując dwa artykuły: jeden o Milo Manarze, a drugi o Asteriksie, którego pierwszy tom wówczas został opublikowany w Polsce nakładem Hanna-Barbera Poland.

Piąty numer „Awantury” już się nie ukazał.

 Redaktorzy pracujący przy magazynie przeczuwali, że koniec pisma może nastąpić dużo szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Po kilku miesiącach od wydania pierwszego numeru spółka Horus stała się częścią większej firmy Artex (egzotyczny polsko-liechtensteinowski twór). Początkowe ustalenia z Horusem, zakładały, że wymierny efekt finansowy powinien nastąpić po wydaniu sześciu numerów magazynu. Niestety Artex postanowił zamknąć pismo po ukazaniu się czwartego numeru „Awantury” mimo faktu, że jego sprzedaż była najlepsza jak do tej pory (ok. 30 z 50 tys. egz. nakładu), co wtedy było wynikiem więcej niż przyzwoitym. Dzisiaj możemy o tym tylko pomarzyć.

 Po kilku miesiącach dotarły do „Awanturników” informacje, że pieniądze z magazynu były wykorzystywane przez firmę Artex w jakichś nieudanych przedsięwzięciach handlowych, co miało bardzo bolesne skutki: firma wpadła w poważne tarapaty finansowe a jej właściciel zbiegł za granicę.


 To ostatecznie potwierdziło zgon pisma, które redakcja niejednokrotnie próbowała reaktywować. Rozważano m.in. fuzję ze wspomnianym już magazynem komiksowym „Fan”, (którego wyszły trzy numery, w tym jeden jako podwójny), pod szyldem „Super-Fan”. Co ciekawe, obydwa czasopisma wystartowały w podobnym czasie i miały ten sam, jasno określony cel: publikowanie komiksów polskich twórców. W bezpośrednim porównaniu szalę zwycięstwa przechyla się zdecydowanie na stronę „Awantury”. Lepsze komiksy, lepsza formuła, lepsze wykonanie - gdyby magazyn istniał, choć kilka numerów więcej, z pewnością byłby dzisiaj rozpoznawany jako klasyczny. Niestety los chciał inaczej, zostały, więc nam lektura czterech numerów „Awantury” i późniejszych (a zarazem licznych) komiksów „Awanturników” oraz wspomnienia.

Karol Wiśniewski, współpraca - Andrzej Janicki.

sobota, 28 sierpnia 2010

Pierwsi w boju


    1 września 2010 r. o godzinie 11. 30 w historycznym budynku urzędu Gdańsk 1, w którym aktualnie mieści się Muzeum Poczty Polskiej – oddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska będzie miała miejsce uroczysta premiera albumu „Pierwsi w boju - Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku”.

    Najnowsza publikacja wydawnictwa Zin Zin Press to 32 - planszowa opowieść o dramatycznych wydarzeniach, które zapoczątkowały II wojnę światową w Wolnym Mieście Gdańsku. Komiks uzupełniają materiały historyczne (teksty i zdjęcia archiwalne) przygotowane we współpracy z Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku. Album został wydrukowany w nakładzie 4 tys. egzemplarzy i będzie dostępny w sprzedaży od 30 sierpnia.

    Autorem scenariusza i pomysłodawcą serii „Kroniki epizodów wojennych” w ramach, której ukazuje się ten komiks jest historyk Mariusz Wójtowicz - Podhorski. Twórcami warstwy plastycznej komiksu są (jakże by inaczej) bydgoszczanie. Krzysztof Wyrzykowski zaprojektował okładkę a Jacek Przybylski cały komiks narysował. Zin Zin Press zafundował nam znakomitą okazję do przeprowadzenia wywiadu z Jackiem Przybylskim, co skrzętnie wykorzystał Maciej Jasiński. Zapraszamy!


Maciej Jasiński: „Pierwsi w boju” to Twój pierwszy album, który narysowałeś w całości. Jakie to uczucie trzymać w ręku własne dzieło?
    Jacek Przybylski: Zgadza się, to mój pierwszy album, chociaż już mam za sobą dłuższe historie takie jak np. „Apacz - Ostry Nóż”, który ukazał się w „Kontrze” (numer 5). Album „Pierwsi w boju - Obrona Poczty Polskiej” to trochę inna sprawa, był wielkim wyzwaniem. Komiks jest kontynuacją cyklu „Kroniki epizodów wojennych” i miał się trzymać stylistyki jak najbardziej realistycznej, realiów historycznych z tamtego okresu. Miał oddawać czasy i klimat przedwojennego Wolnego Miasta Gdańsk. Wiedziałem, że czeka mnie mnóstwo pracy, a zwłaszcza przy detalach związanych z militariami. Ogólny kształt komiksu oraz detal, jaki obserwujemy w kadrach i wierność ukazywania elementów historycznych zawdzięczać można scenarzyście Mariuszowi Wójtowiczowi - Podhorskiemu. Zawsze służył radą, ciągle dopingował i wspierał dobrym słowem w wytrwałym ukazywaniu szczegółów. Była to lekcja dobrego rzemiosła. Nauczyłem się przy tym, że zawsze można narysować coś lepiej. Dziś już wiem np. ile gwiazdek ma major, rozróżniam broń typu Ura od Mausera. Kiedyś to dla mnie był grzmiący kij i tyle, a pistolet to przysłowiowa klamka. Trochę czasu minęło zanim wskoczyłem na właściwy tor... Przy rysowaniu starałem się pokazać temat jak najlepiej potrafiłem, w miarę czytelnie. Napięty termin trochę to wszystko utrudniał.
    Mam nadzieję, że komiks będzie się podobał. W końcu nie rysuje się dla siebie, ale dla czytelników. Myślę, że powinni sięgnąć po ten album, ponieważ pokazuje ciężką sytuację Polaków z Poczty Polskiej w przeddzień II wojny światowej w Wolnym Mieście Gdańsk. Jakie wielkie zadanie przed nimi stało to pewnie mało, kto wie. Warto się dowiedzieć czegoś na ten temat. A jakie to uczucie trzymać w ręku własne dzieło? Jeszcze go nie miałem w ręku, ale na pewno z przyjemnością popatrzę jak wyszedł w druku. Inaczej strony wyglądają w druku, a inaczej surowe nie obrobione. Przyjdzie pewnie też myśl:, Czy ja to zrobiłem? Nie wierzę!!!

Początki Twojego rysowania komiksów to liceum plastyczne czy też zainteresowanie przejawiałeś wcześniej?
    Liceum plastyczne... Ech złote czasy młodości. Właściwie poszedłem do PLSP w Bydgoszczy dzięki komiksowi. Odkąd pamiętam, już w podstawówce zbierałem dobre opinie od nauczycieli za prace plastyczne, ale nie traktowałem tego zbyt poważnie, aż do pewnego dnia, kiedy koleżanka poprosiła mnie o narysowanie komiksu do gazetki szkolnej. No i tak się zaczęło. Narodziła się myśl o szkole plastycznej.


Bydgoskie liceum plastyczne Twojego okresu to prawdziwy wysyp komiksowych talentów: Krzysztof Wyrzykowski, Maciej Simiński, Śledziu czy Łukasz Ciaciuch - znałeś ich wszystkich z liceum i razem tworzyliście pismo Kontra. Możesz opowiedzieć o tym coś więcej?
    To fakt, dziwne zjawisko. Być może, dlatego, że kiedyś życie nie było tak zdominowane przez gry komputerowe i internet? Z Maciejem Simińskim (kolega z bloku) i Krzysztofem Wyrzykowskim chodziłem nawet do jednej klasy, dopingowaliśmy się nawzajem do pracy przy komiksach. To było dobre. Zamiast pilnie uczyć się z tej polskiej czytanki siedzieliśmy na lekcjach i gryzdaliśmy po zeszytach naszych wymyślonych bohaterów.
    Później głośno w szkole zrobiło się o Śledziu. Kiedy poznałem Śledzia można powiedzieć, że dopiero raczkował w sztuce komiksu, ale miał ich już wtedy tony. Dodatkowo okazało się, że Śledź to nasz młodszy kolega z podwórka, mieszkał blok obok. To była jakaś strefa zero czy co? Bociany wrzucały tam utalentowane dzieciaki.
    Po jakimś czasie, kiedy nieco okrzepliśmy w poglądach i rzemiośle spróbowaliśmy szczęścia w wydawaniu magazynu „Kontra” (wyszło 6 numerów). Fanzin cieszył się nawet sporą popularnością, miał stałych czytelników. Jego głównym mankamentem była mała częstotliwość ukazywania się oraz mały wkład na rozwój i druk. Niestety szybko odpadł od nas Maciej Simiński dołączając do teamu Śledzia, który wówczas stworzył z ekipą „Azbest”. Na horyzoncie pojawił się kolejny rysownik z PLSP Łukasz Ciaciuch. Szybko się zgadaliśmy i również zaczął zamieszczać swoje prace w Kontrze. Kto wie, może kiedyś reaktywujemy Kontrę? To by było coś.


A słynne spotkania młodych twórców komiksowych u Jacka Michalskiego i Andrzeja Janickiego. Jak to wyglądało?
    Oj, działo się wtedy! W pewnym momencie naszych poszukiwań i zainteresowania komiksem pojawił się magazyn „Awantura”. Ku naszemu zdumieniu pismo miało swoją siedzibę w Bydgoszczy. Skontaktowaliśmy się z redakcją i wkrótce odbyło się pierwsze spotkanie. A na nim nikt inny jak: Andrzej Janicki, Jacek Michalski, Krzysztof Różański, Roman Maciejewski, no i my młode wilki: Maciej Simiński, Krzysztof Wyrzykowski i ja.
    Tu dowiedzieliśmy się podstawowych profesjonalnych wskazówek o tworzeniu komiksu. Flaszka przypieczętowała naszą znajomość. I tak się zaczęły nasze cykliczne spotkania. Na każde przynosiliśmy swoje prace i łapczywie łapaliśmy wszelkie możliwe wskazówki. Dodać należy, że nasi starsi koledzy byli dla nas jedynym dostępnym i rzetelnym źródłem informacji na temat profesjonalnego komiksu. Wtedy nie było internetu.

Po ostatnim numerze Kontry porzuciłeś na jakiś czas tworzenie komiksów. Później w 2005 roku był epizod w albumie o Solidarności, a potem znów długo nic, dlaczego?
    To był czas szukania sobie miejsca na rynku, najpierw praca w agencji reklamowej, to także czas założenia rodziny. Sytuacja rodzinna zmusiła mnie do szukania stałego dochodu, a że z komiksu nie da się wyżyć na dzień dzisiejszy to został trochę na uboczu. Zapewne jestem zbyt mało znany jako rysownik stąd brak zleceń. W tym okresie może długie historie nie powstawały, ale tworzyłem krótkie prace na konkursy m.in. o Powstaniu Warszawskim, konkurs na komiks ekonomiczny, ilustracje dla kanału Discovery – Historia oraz pracowałem jako konceptartysta.

Ten rok przyniósł dwie publikacje Twojego autorstwa. Najpierw wysokonakładowa „Faustyna” dołączona do Małego Gościa Niedzielnego, a teraz album o obronie Poczty Polskiej. To najbardziej pracowity rok w Twojej komiksowej karierze, ale wiem, że to nie koniec komiksowych planów na ten rok...
    Jest połowa roku, a ja jeszcze tyle w swoim życiu komiksowym nie rysowałem, co teraz. Być może powstaną inne komiksy z moim udziałem, są już pewne wstępne rozmowy, ale na razie sam za dużo nie wiem na ten temat, nie chcę zapeszyć.

A w przyszłym roku, już coś planujesz?
    Plany to ja mam i to duże. Zacząłem już wstępne ilustracje do mojego komiksu autorskiego „Czarne miasto”, pokazujące postnuklearny świat, futurystyczne pojazdy latające... To będzie bardzo duże przedsięwzięcie, full kolor. W założeniu ma to być epicka opowieść o zagrożonej dynastii rasy Panów. Dopracowuję scenariusz, i nawet nie wiem, kiedy się za to zabiorę. No, ale plany są. Aha i mam także na warsztacie kilkustronicowy komiks do scenariusza Łukasza Chmielewskiego, przerwałem rysowanie z powodu prac związanych z albumem o Poczcie. Pracuję też pomału nad drugą częścią „Apacz - Ostry Nóż”. Jeśli tylko będę miał wolny czas to pewnie będę realizował te plany.
Powered By Blogger