czwartek, 17 lutego 2011

20 - lecie „Awantury” - część druga

 
Po przedstawieniu zarysu historii „Awantury” możemy przystąpić do wyjaśnienia niektórych zagadek, od lat prześladujących uważnych czytelników magazynu. Ujawnimy również kilka ciekawostek z nim związanych, do dzisiaj skrzętnie skrywanych w archiwach redakcji.

 Wspominaliśmy już o tym, że siedziby redakcji i wydawcy znajdowały się w dwóch różnych miastach, co teoretycznie miało sprzyjać nieskrępowanemu kształtowaniu oblicza pisma. Kulisy powstawania magazynu nie były jednak wolne od konfliktów z firmą Horus/Artex a bezpośrednio z Krzysztofem Buko, koordynującym współpracę „Awanturników” z wydawcą. Trwały spory o finansowanie redakcji, czyli zakup materiałów, podróże, telefony i prowadzenie korespondencji, wynagrodzenia i współpracę z nowymi rysownikami a przy okazji pierwszego numeru także o angażowanie całej ekipy w dystrybucję paczek z „Awanturą” po różnych miejscach sprzedaży.

Kopia zamówienia, na 3000 egz. pierwszego numeru „Awantury”.
  
 W związku z tym, że pierwszy numer pisma był, w pewnej części, sprzedawany poza siecią „RUCH” powstała ulotka oraz plakat reklamujący nowy tytuł na rynku.

 Czarno - biała ulotka (format A5), zawierała wyłącznie skrótową, opisową prezentację zawartości „Awantury” oraz informacje dla dystrybutorów, adres firmy PPUH „Horus” i numer telefonu oddziału handlowego w Bydgoszczy. W rolę przedstawiciela handlowego wcielał się wtedy sam Jacek Michalski, jedyny reprezentant zespołu autorów w zarządzie firmy i to jego ówczesny numer został umieszczony na ulotce.


 Plakat prezentował się znacznie ciekawiej, chociaż złośliwcy mówili, że z powodu wykorzystanych na nim kolorów (jaskrawej czerwieni i żółci) przypomina ogłoszenie ostrzegające o rozłożonej trutce na szczury. Autorem plakatu jest Andrzej Janicki, ale projekt wykorzystuje trzy postacie zapożyczone z kadrów Michalskiego, portret dziewczyny jest kopią ilustracji Różańskiego a postać zamknięta w ramce, jest rysunkiem Janickiego. Taką technikę przygotowania plakatu wymusiły warunki druku, potrzeba dopasowania pewnych jego fragmentów. Poza tym alternatywna możliwość złożenia plakatu z kserokopii była kłopotliwa i często nie zapewniała odpowiedniej jakości. Cała ilustracja została podpisana pseudonimem „wagner”, do czego powrócimy za chwilę. Plakat został wydrukowany w dwóch formatach (316x461 oraz A4), na papierze kredowym.

 Drukiem ulotki i plakatu zajmował się redaktor techniczny magazynu - Michał Małecki. Nakład jest nieznany.

 Pierwszy numer „Awantury” niesie ze sobą kolejną, drobną tajemnicę. Szukając odpowiedniego motywu do zilustrowania premierowej okładki, Janicki wytropił w szkicach Michalskiego, które zawsze w sporej ilości i nieładzie błąkały się po pokoju Jacka, rysunek przedstawiający jakiegoś futurystycznego wojaka, czy może cyborga. Upozowanie postaci, oryginalność konceptu i jej charakter nadawały się znakomicie do zobrazowania profilu i zawartości pisma. W końcu, „Awantura” zamierzała prezentować komiksy dla starszej młodzieży, odważniejsze, no i przede wszystkim z zakresu szeroko pojętej fantastyki. Jacek Michalski do dzisiaj nie lubi powracać do swoich starszych projektów i rysunków, natomiast Janickiego zawsze pociągały te niewykorzystane pomysły. W ten sposób nie pierwszy i nie ostatni szkic Jacka, jak się przekonaliśmy po wieloletniej współpracy tych autorów, trafił na warsztat Andrzeja.


Michalski i Janicki jeszcze trzy razy połączyli swoje rysunkowe siły na łamach magazynu. Druga ilustracja oparta na długopisowym szkicu Jacka Michalskiego została umieszczona na okładce „B” numeru drugiego. Postać jadąca na fantastycznym jednokołowym motocyklu powstała jako rysunek koncepcyjny do albumowego debiutu Michalskiego „Zagadka Metropolii”, w 1989 roku. Także i tym razem pod obrazkiem widnieje podpis „wagner”... Podpis fikcyjnego rysownika wymyślonego na potrzeby opisywania ilustracji wykonanych wspólnie!


 Kolejnym przypadkiem współpracy tej dwójki była okładka numeru trzeciego, ta z Conanem. Tutaj Janicki tylko wspomógł Michalskiego podczas kładzenia koloru. Ich ostatnia rysunkowa kooperacja na łamach „Awantury” miała miejsce w numerze czwartym, przy okazji zapowiedzi pierwszego łódzkiego konwentu komiksowego. W tym wypadku Janicki przerobił kadr z wczesnego i niepublikowanego komiksu Michalskiego pt. „Mureno”. Jednak, wymyślonego rysownika o pseudonimie lub nazwisku „wagner” uznano za zbyt pretensjonalnego i pod rysunkiem pojawił się podpis „Studio Komiks Polski”.

 Powróćmy do drugiego numeru „Awantury” by wyjaśnić dwie ewidentne pomyłki drukarskie, które przytrafiły się magazynowi podczas niełatwej współpracy z Prasowymi Zakładami Graficznymi w Bydgoszczy. Dodajmy, przy okazji, że PZG przy ul. Dworcowej 13 od dawna już nie istnieją. Pomimo sprawdzenia, naniesienia drobnych poprawek i zatwierdzenia próbnych wydruków, drukarze popełnili błąd na stronach 23 i 24 tego numeru. W pierwszym przypadku kreatywni fachowcy zamienili kolejność łamów tekstu a na następnej stronie dorzucili lustrzane odbicie ilustracji i nagłówka towarzyszących ogłoszeniu konkursu.

Kopia próbnego wydruku strony.
 Z drugim numerem pisma wiąże się jeszcze jedna zagadka. Na okładce „D” z ilustracją Andrzeja Janickiego widzimy logo z napisem AIRPRESS, wklejone jakby trochę „przypadkowo”. Otóż jest to „kryptoreklama” narzucona przez wydawcę i wynikająca z jakiegoś nieznanego redakcji porozumienia zawartego z tą funkcjonującą do dzisiaj firmą. Specjalnością firmy AIRPRESS są: sprężarki, instalacje pneumatyczne, narzędzia, agregaty prądotwórcze, zbiorniki osuszacze powietrza, akcesoria pneumatyczne, myjnie wysokociśnieniowe, podnośniki, pistolety lakiernicze, filtry, mikrofiltry...


 Ostatniego, czwartego numeru „Awantury” nie dotyczą tajemnice szczególnej wagi. Informacja o tym, że kolory w komiksie „Śladami Kida Walkera”, Jerzego Wróblewskiego wykonała Gabriela Maciejewska, żona Romana jest już znana. Interesująca wydaje się jednak efektowna zapowiedź komiksu „Gladiator” zamieszczona na okładce „D” tegoż numeru. Z okruchów pamięci Andrzeja Janickiego, który wymyślił tę historię wynika, że pierwszy odcinek serii miał się ukazać w numerze szóstym a do rysowania plansz przygotowywał się Jacek Michalski. A jaka to miała być opowieść? No cóż, nie zachował się ani skrawek scenariusza, ale wiadomo, że... Byłby to futurystyczny odpowiednik „Krwawego sportu” z elementami sensacyjnymi, szpiegowskimi. Akcja miała się rozgrywać na ogromnym sztucznym satelicie krążącym wokół Ziemi, który służył jako centrum rozrywek wszelakich i arena widowiskowa w typie Circus Maximus, z inscenizacjami godnymi Nerona. To się nazywa koncept, niemal godny Jodorowskiego!


 Redakcja „Awantury” już od pierwszego oficjalnego wyjazdu na prehistoryczny konwent zorganizowany przez Roberta Łysaka poszukiwała nowych współpracowników. Efektem zaciągu poczynionego w 1991 roku, w Kielcach był komiks „Kandydat” Przemka Truścińskiego, który nie doczekał się jednak publikacji w „Awanturze”. Nadrobił to dopiero kilka lat później Sławomir Wróblewski (Cześć Jego Pamięci!) w magazynie „Super Boom!”. Kolejne zabiegi zespołu dotyczyły także innych znakomitych rysowników. W archiwum zachowały się ślady po kontaktach ze Sławomirem Jezierskim i w/w Sławomirem Wróblewskim. Bardzo cenną pamiątką po wymianie korespondencji ze Sławkiem Jezierskim, która na szczęście zachowała się w zbiorach Andrzeja Janickiego, jest oryginalna kartka z życzeniami świątecznymi dla redakcji. Jezierski specjalnie dla „Awantury” narysował także czarno - biały pasek, którego niestety nie udało się odnaleźć.

Kartka z życzeniami od Sławomira Jezierskiego.
Kadr z komiksu S. Wróblewskiego.
 Na kolejny nabór autorów „Awanturnicy” wybrali się do Gdańska. W spotkaniu, które miało miejsce w akademiku ASP, przeniesionym później do pobliskiego baru, brało udział wiele osób. W pamięci Janickiego i Różańskiego zachowały się dwa nazwiska: Marek Wdziękoński i Jarosław Wróbel. Współpraca z Jarosławem Wróblem nie wypaliła, bowiem wraz ze świetnym portfolio przedstawił bardzo wysokie wymagania finansowe. Natomiast Marek Wdziękoński sprawiał wrażenie twórcy skorego do współpracy, co udowodnił oferując (na miejscu) dwie ilustracje przygotowane pod kątem „Awantury”. Krzysztof Buko, uczestniczący w tych rozmowach, zdecydował o kupieniu tylko jednej z nich. Janicki i Różański musieli podjąć trudną decyzję. Wybrana ilustracja idealnie pasowała do profilu magazynu, o czym można się przekonać na załączonym obrazku. Czy szósty numer „Awantury” z ilustracją Wdziękońskiego miałby się, czego wstydzić stojąc, na przykład, obok magazynu „Heavy Metal”?

Projekt okładki z ilustracją Marka Wdziękońskiego.
 Kończymy przegląd ciekawostek związanych z magazynem. Historia „Awantury” budziła także zainteresowanie po zamknięciu magazynu. Kilkukrotnie na ten temat wypowiadali się Tomasz Marciniak i Andrzej Janicki. Artykuł Janickiego pt. „Cała prawda o Awanturze” został opublikowany w angielskojęzycznym informatorze wydawanym przez Witka Tkaczyka „Comics News Service from Poland”, w 1992 roku, a w październiku 1993 tekst znalazł się także w „dziale komiksowym” prowadzonym przez Tkaczyka na łamach „Głosu Wielkopolskiego”. Artykuł Tomasza Marciniaka „Awantury i wybryki” (z komentarzami Janickiego) był natomiast elementem specjalnego numeru magazynu „Komiks Forum” - październik 1996, poświęconego Studiu Komiks Polski.


 Andrzej Janicki, współpraca - Karol Wiśniewski.

1 komentarz:

  1. Pretty section of content. I just stumbled upon your weblog
    and in accession capital to assert that I acquire in fact enjoyed account your blog posts.
    Anyway I'll be subscribing to your augment and even I achievement you access consistently fast.

    My web-site ... unlock iphone 5
    Feel free to visit my webpage :: how to unlock iphone

    OdpowiedzUsuń