czwartek, 3 marca 2011

20 - lecie „Awantury” - Okiem fana


Ilustracja: Marcin Chudzik
  Piątka zapaleńców postanowiła zmienić szare, zacofane i bardzo dalekie od ich wyobrażeń oblicze polskiego komiksu na wzór tego, którym zachwyciła się po lekturze zachodnich magazynów i albumów komiksowych. Z numeru na numer „Awantura” krzepła i stawała się rozpoznawalna na polskim rynku. Rozwój był widoczny i co potwierdza się w zapowiedziach redakcji, zmierzał w bardzo słusznym kierunku. Niestety, rysownicy nie mieli szczęścia do sponsorów. Ukazały się tylko cztery numery pisma. O narodzinach „Awantury” i ciekawostkach związanych z magazynem mogliśmy poczytać w kilku odsłonach - wspomnieniach, napisanych przez Andrzeja Janickiego, Karola Wiśniewskiego i Krzysztofa Różańskiego (na jego własnym blogu). Ja, chciałbym zwrócić uwagę na historię, która się działa obok.

 W 1990 r. George Bush (senior), rozprawiał się na irackiej pustyni z polskimi czołgami należącymi do Saddama Husajna. Trwała wojna o Kuwejt. Była to pierwsza wojna (operacje „Pustynna Burza”, „Pustynny Miecz” i „Nagły Grom”) relacjonowana na żywo przez najważniejsze telewizje świata. Wojska koalicyjne pokonały złego dyktatora wiosną 1991 r.

 Tymczasem w Polsce, jesienią 1991 roku magazyn „Awantura” zakończył swój prasowy żywot. Poza tym - Milicja była już Policją, zamykano zakłady pracy, przedszkola, szkoły zakładowe a tuż obok, zupełnie niespodziewanie rodziły się ogromne fortuny. Prezydent RP, Lech Wałęsa miał swoją „Wojnę na górze” i wyrzucał z kraju radzieckie wojska. W kinach triumfowały oskarowe filmy: „Tańczący z wilkami” Kevina Costnera i świetny „Dick Tracy” Warrena Beatty. W tym roku był jeszcze niezniszczalny „Kevin sam w domu”, „Wojownicze Żółwie Ninja”, „Pamięć absolutna”... A wśród krajowych produkcji straszył (niskim poziomem) „Powrót Wilczycy” Marka Piestraka i całkiem realną grozą „Korczak” Andrzeja Wajdy. Wielki marsz ku sławie rozpoczął również Andrzej Sapkowski, publikując pierwszy zbiór opowiadań o „Wiedźminie”.

 Nasz, wygłodzony przez lata, rodzimy rynek komiksów żarłocznie pochłaniał przygody „Thorgala” i „Szninkiela” spółki Van Hamme - Rosiński, „Wieczną wojnę” Haldemana i Marvano, „Asteriksa” Goscinnego i Uderzo, Batmana w „Zabójczym żarcie” Alana Moora i Briana Bollanda...

 Młode wilki z Bydgoszczy (i nie tylko), też starały się mocno kąsać czytelników. Do dziś zwraca uwagę szata graficzna „Awantury”, chociaż dwadzieścia lat temu nie było mowy o komputerowym składzie, a redaktorzy korzystali jedynie ze swoich manualnych zdolności. Pismo miało lakierowaną okładkę, dobry papier, (który nie pożółkł mimo upływu 20 lat). Strony są solidnie spięte nie wylatują, jak to ma miejsce m.in. we współczesnych wydaniach miesięcznika „Star Wars”. Dzięki takim osobom jak: Jerzy Szyłak, Witold Tkaczyk, Tomasz Marciniak, mocną stroną pisma była również publicystyka przybliżająca polskim czytelnikom świat komiksu zachodniego.

 A jak same historie? Bez fajerwerków, ale bronią się do dzisiaj. W warstwie graficznej, najgorzej prezentuje się wykonana pospieszną, nazbyt szkicową kreską „Księga przejść” Romana Maciejewskiego. Ciekawie rozwijało się milutkie fantasy Krzysztofa Różańskiego „Oxana”, (w trzecim numerze możemy podziwiać tytułową heroinę w kąpieli:). Tu jednak można się czepiać koloru i mało odważnej kreski. „Polowanie” Witolda Tkaczyka i Andrzeja Janickiego rozgrywające się po wojnie atomowej, robiłoby wrażenie do dziś, gdyby nie zbyt patetyczny język. „Stalowa Twierdza” będąca w całości autorstwa Janickiego, zdradzała jego skłonność do fantastyki typu kosmicznego, która niestety nie cieszy się zainteresowaniem wśród krajowych autorów. Czekałem na większą dawkę tego typu historii. Andrzej Janicki dopiero wypracowywał swoją świetną kreskę. Znakomicie prezentują się wykonane przez niego reklamy pisma, ilustracje i satyryczny obrazek z lwem, na ostatniej okładce trzeciego numeru. W rysunkach A. Janickiego i J. Michalskiego widać wpływ filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem i Sylvestrem Stallone. Jacek Michalski szybko zaczął igrać z tradycyjną anatomią i proporcjami postaci w swoich komiksach. W „Samotniku” poszukiwał jeszcze swojego stylu, by w „Conanie...” go znaleźć. Temu rysownikowi odwagi na pewno nie zabrakło. Mięśnie rysowanych przez niego osiłków puchną jak bąble na powierzchni gotującej się zupy. A, że komiksowa zupa nie była za słona, świadczyły pochwalne listy czytelników (mowa o komiksie „Conan & Atala”). Jednak to chyba „Miasto trędowatych” Wojtka Birka wygrałoby ranking popularności. Nie można pominąć komiksu z serii „Binio Bill”, mistrza Jerzego Wróblewskiego, z którym redakcja ledwie rozpoczynała współpracę.

 Żal, że przygoda z „Awanturą” trwała tak krótko. Podejrzewam, że teraz, nauczeni doświadczeniem twórcy, poprowadziliby magazyn pewniejszą ręką i zamiast „Awantury” zrobiliby prawdziwą ROZRÓBĘ!

Marcin Chudzik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz