sobota, 28 sierpnia 2010

Pierwsi w boju


    1 września 2010 r. o godzinie 11. 30 w historycznym budynku urzędu Gdańsk 1, w którym aktualnie mieści się Muzeum Poczty Polskiej – oddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska będzie miała miejsce uroczysta premiera albumu „Pierwsi w boju - Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku”.

    Najnowsza publikacja wydawnictwa Zin Zin Press to 32 - planszowa opowieść o dramatycznych wydarzeniach, które zapoczątkowały II wojnę światową w Wolnym Mieście Gdańsku. Komiks uzupełniają materiały historyczne (teksty i zdjęcia archiwalne) przygotowane we współpracy z Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku. Album został wydrukowany w nakładzie 4 tys. egzemplarzy i będzie dostępny w sprzedaży od 30 sierpnia.

    Autorem scenariusza i pomysłodawcą serii „Kroniki epizodów wojennych” w ramach, której ukazuje się ten komiks jest historyk Mariusz Wójtowicz - Podhorski. Twórcami warstwy plastycznej komiksu są (jakże by inaczej) bydgoszczanie. Krzysztof Wyrzykowski zaprojektował okładkę a Jacek Przybylski cały komiks narysował. Zin Zin Press zafundował nam znakomitą okazję do przeprowadzenia wywiadu z Jackiem Przybylskim, co skrzętnie wykorzystał Maciej Jasiński. Zapraszamy!


Maciej Jasiński: „Pierwsi w boju” to Twój pierwszy album, który narysowałeś w całości. Jakie to uczucie trzymać w ręku własne dzieło?
    Jacek Przybylski: Zgadza się, to mój pierwszy album, chociaż już mam za sobą dłuższe historie takie jak np. „Apacz - Ostry Nóż”, który ukazał się w „Kontrze” (numer 5). Album „Pierwsi w boju - Obrona Poczty Polskiej” to trochę inna sprawa, był wielkim wyzwaniem. Komiks jest kontynuacją cyklu „Kroniki epizodów wojennych” i miał się trzymać stylistyki jak najbardziej realistycznej, realiów historycznych z tamtego okresu. Miał oddawać czasy i klimat przedwojennego Wolnego Miasta Gdańsk. Wiedziałem, że czeka mnie mnóstwo pracy, a zwłaszcza przy detalach związanych z militariami. Ogólny kształt komiksu oraz detal, jaki obserwujemy w kadrach i wierność ukazywania elementów historycznych zawdzięczać można scenarzyście Mariuszowi Wójtowiczowi - Podhorskiemu. Zawsze służył radą, ciągle dopingował i wspierał dobrym słowem w wytrwałym ukazywaniu szczegółów. Była to lekcja dobrego rzemiosła. Nauczyłem się przy tym, że zawsze można narysować coś lepiej. Dziś już wiem np. ile gwiazdek ma major, rozróżniam broń typu Ura od Mausera. Kiedyś to dla mnie był grzmiący kij i tyle, a pistolet to przysłowiowa klamka. Trochę czasu minęło zanim wskoczyłem na właściwy tor... Przy rysowaniu starałem się pokazać temat jak najlepiej potrafiłem, w miarę czytelnie. Napięty termin trochę to wszystko utrudniał.
    Mam nadzieję, że komiks będzie się podobał. W końcu nie rysuje się dla siebie, ale dla czytelników. Myślę, że powinni sięgnąć po ten album, ponieważ pokazuje ciężką sytuację Polaków z Poczty Polskiej w przeddzień II wojny światowej w Wolnym Mieście Gdańsk. Jakie wielkie zadanie przed nimi stało to pewnie mało, kto wie. Warto się dowiedzieć czegoś na ten temat. A jakie to uczucie trzymać w ręku własne dzieło? Jeszcze go nie miałem w ręku, ale na pewno z przyjemnością popatrzę jak wyszedł w druku. Inaczej strony wyglądają w druku, a inaczej surowe nie obrobione. Przyjdzie pewnie też myśl:, Czy ja to zrobiłem? Nie wierzę!!!

Początki Twojego rysowania komiksów to liceum plastyczne czy też zainteresowanie przejawiałeś wcześniej?
    Liceum plastyczne... Ech złote czasy młodości. Właściwie poszedłem do PLSP w Bydgoszczy dzięki komiksowi. Odkąd pamiętam, już w podstawówce zbierałem dobre opinie od nauczycieli za prace plastyczne, ale nie traktowałem tego zbyt poważnie, aż do pewnego dnia, kiedy koleżanka poprosiła mnie o narysowanie komiksu do gazetki szkolnej. No i tak się zaczęło. Narodziła się myśl o szkole plastycznej.


Bydgoskie liceum plastyczne Twojego okresu to prawdziwy wysyp komiksowych talentów: Krzysztof Wyrzykowski, Maciej Simiński, Śledziu czy Łukasz Ciaciuch - znałeś ich wszystkich z liceum i razem tworzyliście pismo Kontra. Możesz opowiedzieć o tym coś więcej?
    To fakt, dziwne zjawisko. Być może, dlatego, że kiedyś życie nie było tak zdominowane przez gry komputerowe i internet? Z Maciejem Simińskim (kolega z bloku) i Krzysztofem Wyrzykowskim chodziłem nawet do jednej klasy, dopingowaliśmy się nawzajem do pracy przy komiksach. To było dobre. Zamiast pilnie uczyć się z tej polskiej czytanki siedzieliśmy na lekcjach i gryzdaliśmy po zeszytach naszych wymyślonych bohaterów.
    Później głośno w szkole zrobiło się o Śledziu. Kiedy poznałem Śledzia można powiedzieć, że dopiero raczkował w sztuce komiksu, ale miał ich już wtedy tony. Dodatkowo okazało się, że Śledź to nasz młodszy kolega z podwórka, mieszkał blok obok. To była jakaś strefa zero czy co? Bociany wrzucały tam utalentowane dzieciaki.
    Po jakimś czasie, kiedy nieco okrzepliśmy w poglądach i rzemiośle spróbowaliśmy szczęścia w wydawaniu magazynu „Kontra” (wyszło 6 numerów). Fanzin cieszył się nawet sporą popularnością, miał stałych czytelników. Jego głównym mankamentem była mała częstotliwość ukazywania się oraz mały wkład na rozwój i druk. Niestety szybko odpadł od nas Maciej Simiński dołączając do teamu Śledzia, który wówczas stworzył z ekipą „Azbest”. Na horyzoncie pojawił się kolejny rysownik z PLSP Łukasz Ciaciuch. Szybko się zgadaliśmy i również zaczął zamieszczać swoje prace w Kontrze. Kto wie, może kiedyś reaktywujemy Kontrę? To by było coś.


A słynne spotkania młodych twórców komiksowych u Jacka Michalskiego i Andrzeja Janickiego. Jak to wyglądało?
    Oj, działo się wtedy! W pewnym momencie naszych poszukiwań i zainteresowania komiksem pojawił się magazyn „Awantura”. Ku naszemu zdumieniu pismo miało swoją siedzibę w Bydgoszczy. Skontaktowaliśmy się z redakcją i wkrótce odbyło się pierwsze spotkanie. A na nim nikt inny jak: Andrzej Janicki, Jacek Michalski, Krzysztof Różański, Roman Maciejewski, no i my młode wilki: Maciej Simiński, Krzysztof Wyrzykowski i ja.
    Tu dowiedzieliśmy się podstawowych profesjonalnych wskazówek o tworzeniu komiksu. Flaszka przypieczętowała naszą znajomość. I tak się zaczęły nasze cykliczne spotkania. Na każde przynosiliśmy swoje prace i łapczywie łapaliśmy wszelkie możliwe wskazówki. Dodać należy, że nasi starsi koledzy byli dla nas jedynym dostępnym i rzetelnym źródłem informacji na temat profesjonalnego komiksu. Wtedy nie było internetu.

Po ostatnim numerze Kontry porzuciłeś na jakiś czas tworzenie komiksów. Później w 2005 roku był epizod w albumie o Solidarności, a potem znów długo nic, dlaczego?
    To był czas szukania sobie miejsca na rynku, najpierw praca w agencji reklamowej, to także czas założenia rodziny. Sytuacja rodzinna zmusiła mnie do szukania stałego dochodu, a że z komiksu nie da się wyżyć na dzień dzisiejszy to został trochę na uboczu. Zapewne jestem zbyt mało znany jako rysownik stąd brak zleceń. W tym okresie może długie historie nie powstawały, ale tworzyłem krótkie prace na konkursy m.in. o Powstaniu Warszawskim, konkurs na komiks ekonomiczny, ilustracje dla kanału Discovery – Historia oraz pracowałem jako konceptartysta.

Ten rok przyniósł dwie publikacje Twojego autorstwa. Najpierw wysokonakładowa „Faustyna” dołączona do Małego Gościa Niedzielnego, a teraz album o obronie Poczty Polskiej. To najbardziej pracowity rok w Twojej komiksowej karierze, ale wiem, że to nie koniec komiksowych planów na ten rok...
    Jest połowa roku, a ja jeszcze tyle w swoim życiu komiksowym nie rysowałem, co teraz. Być może powstaną inne komiksy z moim udziałem, są już pewne wstępne rozmowy, ale na razie sam za dużo nie wiem na ten temat, nie chcę zapeszyć.

A w przyszłym roku, już coś planujesz?
    Plany to ja mam i to duże. Zacząłem już wstępne ilustracje do mojego komiksu autorskiego „Czarne miasto”, pokazujące postnuklearny świat, futurystyczne pojazdy latające... To będzie bardzo duże przedsięwzięcie, full kolor. W założeniu ma to być epicka opowieść o zagrożonej dynastii rasy Panów. Dopracowuję scenariusz, i nawet nie wiem, kiedy się za to zabiorę. No, ale plany są. Aha i mam także na warsztacie kilkustronicowy komiks do scenariusza Łukasza Chmielewskiego, przerwałem rysowanie z powodu prac związanych z albumem o Poczcie. Pracuję też pomału nad drugą częścią „Apacz - Ostry Nóż”. Jeśli tylko będę miał wolny czas to pewnie będę realizował te plany.

2 komentarze:

  1. Gratuluję Jackowi i pozostałym autorom wydania albumu. Spróbuję pojawić się na premierze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spróbuj, może zabawisz się w fotoreportera? Chętnie wrzucę fotki na bloga. :)

    OdpowiedzUsuń